Witaminy dla trzody chlewnej. Trzoda chlewna 14 lipca 2016 14:48 Ksenia Pięta Aktualizacja: 14 lipca 2016 14:54. Źródło: Fotolia.com. Dobrze skomponowana mieszanka dla poszczególnych grup świń powinna zawierać nie tylko wystarczającą ilość białka, ale również związków mineralnych i witamin. Spis treści: Hodowla trzody chlewnej była kiedyś istotnym segmentem polskiego rolnictwa. Dzisiaj jej potencjał nie jest w pełni wykorzystywany, czego powodem są duże wahania cen żywca oraz rozdrobnienie i brak profesjonalizacji gospodarstw. Aby poprawić efektywność polskiej hodowli powstał program Gobarto 500, którego celem jest odbudowa rynku produkcji mięsa wieprzowego w najnowszych danych wynika, że sytuacja na rynku trzody chlewnej jest dobra, a wieprzowina króluje na polskich stołach. Jak podaje GUS, Polacy zjadają jej ok. 41 kg rocznie, przedkładając ten rodzaj mięsa nad drób i wołowinę. Jednak okazuje się, że 30% spożywanego przez Polaków mięsa wieprzowego pochodzi z importu. Tak duży udział zagranicznych dostawców powoduje, że polski rynek jest uzależniony od zawirowań za granicą. Spadek lub wzrost cen w innych krajach Unii Europejskiej, Chinach czy USA nie pozostaje bez wpływu na nasz krajowy proces skupu. Standaryzacja oraz profesjonalizacja procesu tuczu trzody chlewnej może spowodować, że polskie gospodarstwa będą mniej podatne na wahania zagranicznych rynków. Koncentracja produkcji jest szansą na zwiększenie udziału polskiej wieprzowiny w światowym hurcie. Obecnie ceny trzody chlewnej są najwyższe od 5 lat. Ich wysoki poziom utrzymuje się od początku 2017 r., a jedynie w lutym ceny lekko spadły względem poprzedniego miesiąca. Jednak szacuje się, że w najbliższym kwartale ceny się obniżą, choć daleko im będzie do najniższych poziomów w historii. Duże wahania cen mogą niepokoić obecnych rolników oraz tych, którzy chcieliby się zaangażować w produkcję trzody chlewnej. - Podczas gdy polski, rozdrobniony i mało profesjonalny rynek produkcji wieprzowiny kurczył się, nasi zachodni sąsiedzi postawili na koncentrację produkcji i jej wysoką jakość. Jak pokazują prognozy OECD światowy rynek konsumpcji mięsa wieprzowego wzrośnie w latach 2012-2021 o 13%. Wprowadzenie niezbędnych rozwiązań w zakresie tuczu trzody chlewnej wpłynie pozytywnie na opłacalność produkcji wieprzowiny. Dziś najniższe koszty produkcji osiągają rolnicy z Hiszpanii, Danii, Belgii czy Niemiec i chcielibyśmy, żeby wkrótce do tego grona dołączyli polscy hodowcy, dlatego zdecydowaliśmy się uruchomić Gobarto 500 – mówi Paweł Spyrka, dyrektor ds. rozwoju trzody chlewnej. Spółka Hodowca Gobarto 500 to inicjatywa polegająca na budowie na gruncie rolnika budynku inwentarskiego na 2000 sztuk trzody chlewnej. Tuczone będą w nim zwierzęta dostarczone przez firmę Gobarto, a następnie odebrane po osiągnięciu ustalonej wagi ubojowej. Taki sposób produkcji gwarantuje jej powtarzalność, a co za tym idzie, wpływa na lepszą jakość surowca i większą opłacalność hodowli. Rolnik, który dołączy do programu, otrzyma wysokie miesięczne wynagrodzenie, dostęp do nowoczesnych technik produkcji, wsparcie merytoryczne na każdym etapie oraz opiekę weterynaryjną. Będzie to także szansa na rozwój własnego gospodarstwa poprzez budowę nowoczesnego budynku inwentarskiego. Istotne jest, że bez względu na koniunkturę na rynku rolnik otrzyma stałe wynagrodzenie za pracę włożoną w tucz każdy hodowca uczestniczący w programie weźmie udział w szkoleniach organizowanych w ramach Akademii Rolnika, podczas których zdobędzie specjalistyczną wiedzę dotyczącą nowoczesnych technik tuczu. Warto dodać, że Gobarto zaprasza do programu zarówno doświadczonych rolników, jak i tych, którzy nie zajmowali się dotąd hodowlą zwierząt. Więcej informacji na temat programu Gobarto 500 można znaleźć na stronie internetowej:
Tym bardziej, że hodowla trzody chlewnej jest z roku na rok coraz mniej opłacalna. Buhaje nie są w dodatku tak wymagające jak trzoda chlewna pod względem utrzymania, a jeśli hodowca zadba o właściwą profilaktykę u cieląt i odpowiednią paszę dla opasów, byki w ciągu 2 lat mogą osiągnąć nawet tonę. Przy obecnych cenach skupu

Tu nie można mówić spokojnie. Ciągnęliśmy to, do tego roku. To fatalny rok. Mamy pełne chlewnie i nie możemy sprzedać świń - mówił Jarosław Wojtaszak hodowca świń z Lubelszczyzny. Jarosław Wojtaszak, AGROunia rolnik z Lubelszczyzny, 2,5 roku obecnie w strefie czerwonej, teraz już różowa – tak przedstawił się jeden z uczestników sejmowej komisji rolnictw. Opowiadając na posiedzeniu o realiach funkcjonowania w strefie ASF i obecnym wsparciu finansowym, kierowanym do hodowców świń. - Dlaczego tak mało wniosków złożonych jest? Dlatego, że osoby, które pracowały, one pominęły rodzime hodowle. Hodowle, tam gdzie są lochy, produkcja prosiąt zostały całkowicie pominięte w tym wsparciu, chodzi mi o wyrównanie utraconego dochodu. Proszę państwa, rolnik, który zostanie objęty strefą czerwoną, nawet jeśli nie trafi w strefę zagrożoną czy zapowietrzoną, to on traci odbiorców. Ja jestem doskonałym tego przykładem. Zmuszony zostałem do tuczu. Z drugiej strony, jakoś to będzie, przetrwam to. Okazuje się, tu są specjaliści, którzy pomagali tworzyć ten kalkulator, nie wiem kto, ale na pewno nie hodowcy, którzy mają cykle zamknięte i produkcje prosiąt. Dlatego, że nie zgodziliby się na takie wsparcie. To jest wsparcie typowo dla cyklu otwartego i tuczu. Tam można sobie regulować, kombinować, pozwalać sobie na pewne elementy, które poprawią wyniki obliczenia. Ale przy cyklu zamkniętym, gdzie jedna maciora goni drugą, gdzie prosiak musi być przesuwany w cyklach co trzytygodniowych, tygodniowo, czy pięciotygodniowo – to zależy od rodzaju produkcji. Przy tuczu jest niemożliwe „kombinowanie”. W cyklu zamkniętym przesuwanie sprzedaży nie jest możliwe, dlatego, że mamy ograniczoną ilość budynków i ograniczoną ilość pomieszczeń. W kalkulatorze jest taka zasada: musisz sprzedać taniej, niż sprzedawałeś wcześniej. Powiedzcie mi państwo jak to jest możliwe? Sprzedam tucznika za 3 zł/kg, mam 300 zł. Średnia sprzedaż prosiaka, którą miałem była 200 zł/szt. Czy ktoś może mi odpowiedzieć, dlaczego porównywany jest tucznik do prosiaka? Hodowca mówił także o handlu zwierzętami pomiędzy strefami i trudnościach, które z tego powodu wynikają, nawet jeśli potencjalni kontrahenci są zlokalizowani blisko siebie. - 50 m za domem miałem strefę. 100 metrów ode mnie znajdował się gospodarz, który chciał kupić, przez 2 lata nie mogłem do niego sprzedać. Dopiero po jakimś czasie wytyczne GIW się zmieniły, że można było przemieszczać. Ja nie mogłem 100 m dalej przesunąć tych prosiąt, bo byłem zamknięty. A co teraz, jeśli robicie strefę czerwoną i w około niebieską? Przecież z tej strefy rolnik nie sprzeda. Wyrównanie mu się nie należy. Próbowaliśmy to wytłumaczyć, że produkcja prosiąt w cyklu zamkniętym i otwartym prosiąt jest całkowicie pominięta. Jeśli trafimy do strefy czerwonej, od samego początku jedziemy na stracie. Ten kalkulator nie jest stworzony dla polskiej produkcji. Tu nie można mówić spokojnie. Zapytajcie Radka, który mieszka ode mnie 40 km, zapytajcie Przemka, który mieszka 70 km, wszyscy jesteśmy hodowcami prosiąt w tej samej sytuacji, którzy zostali w okolicy. Ciągnęliśmy to, do tego roku. Ten rok jest fatalny. Połączenie tragicznej sytuacji ASF, gdzie 30 proc. krajowej produkcji wpada w czerwoną strefę, gdzie każdy zastanawia się skąd wziąć pieniądze na spłacenie rat. Mając jednocześnie świnie, stada, pełne chlewnie, nie mogąc ich sprzedać, a kolejne chlewnie rosną z prosiakami. Przecież ci ludzie od razu wypadają z dofinansowań. Ja sobie nie wyobrażam jednej rzeczy, wy swoimi pomysłami, ich brakiem powodujecie, że górka mięsa w Polsce rośnie. W ciągłej sprzedaży, co kilka tygodni w cyklu produkcji prosiąt, wyrównanie strat po roku nie ułatwia utrzymania się na rynku. - (...) A my pchamy się w nie wiadomo jakie pomysły i dajemy ludziom po roku wyrównanie. Przepływ gotówki w moim gospodarstwie jest trzytygodniowy, tak jak cykl. Jestem 3 lata w strefie i dopiero pierwszy rok, jak mi się wyrównanie należało i pierwszy raz mogłem złożyć wniosek. I dlatego tak mało jest tych wniosków złożonych. Na koniec września było 673, rozpatrzonych 77, 61 wypłaconych. Na 200 wniosków złożonych w Lubelszczyźnie było tylko 7 rozpatrzonych na koniec września. Czy wy byście się zgodzili na utratę pensji na rok czasu, pracowanie charytatywnie? © Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.

Rynek trzody chlewnej w 2021 był wyjątkowo trudny dla hodowców. Wielu z nich zmaga się z rosnącymi kosztami produkcji, które są spowodowane występowaniem ASF. W 2021 roku odnotowano 124 ogniska ASF – najwięcej, bo, aż 54 ognisk w województwie podkarpackim, 20 ognisk ASF w województwie
1 grudnia 2015, Wojciech Petera Hodowcy trzody chlewnej przecierają oczy ze zdumienia, widząc, jakie ceny oferuje się im w skupach za tuczniki. Żywiec w skupach zaczyna się już nawet od 3,30 zł/kg, a maciory od 1,80 zł/kg. – Tak źle to jeszcze nie było. Naszych kabanów nikt nie chce, bo na rynku pojawiły się znacznie tańsze świnie z Finlandii. A my nie możemy przecież sprzedawać poniżej kosztów produkcji. Dlaczego tak się dzieje nikt nie potrafi nam wytłumaczyć, a na dodatek, chyba żeby nas rozdrażnić, ministerstwo daje dotacje na rozbudowę chlewni. To skandal, żeby Polska z eksportera trzody chlewnej – jednego z największych w Europie – stała się w krótkim czasie jej importerem – pomstuje Leszek Kolaska, hodowca z Kociewia na Pomorzu. Naszych kabanów nikt nie chce, bo na rynku pojawiły się znacznie tańsze świnie z Finlandii. Inni hodowcy w całym kraju są podobnego zdania. I pukają się w głowę, jak mogli dopuścić do sytuacji, w której, aby kupić prosięta z polskiej hodowli, trzeba się dobrze naszukać. Wszędzie oferują duńskie. – Wprawdzie kiedyś były też lepsze i gorsze czasy, ale nigdy jeszcze nie było tak źle jak teraz. Nie dosyć, że niska cena to jeszcze ten Afrykański Pomór się przyplątał i na wschód nie można eksportować – narzekają hodowcy. W Polsce z roku na rok spada produkcja trzody chlewnej. Jak podaje GUS, pogłowie trzody chlewnej w kraju w dniu 1 czerwca br. wyniosło 11,64 mln i było o 84 tys. sztuk mniejsze niż przed rokiem. Co będzie dalej?
W Europie, zauważyć można, że duże koncerny paszowe wykorzystując niestabilną sytuację na rynku trzody chlewnej bardzo mocno interesują się tuczem kontraktowym. Niskie ceny na rynku trzody, jednocześnie przy rekordowo wysokich notowaniach pasz, komponentów paszowych od dłuższego czasu przynoszą duże straty w produkcji.
Wydajność hodowli trzody chlewnej rośnie znacząco wraz z poprawą warunków utrzymania i dobrostanu. Takie podejście pomaga też zadowolić konsumentów, którzy coraz bardziej martwią się o pochodzenie żywności i dobrostan zwierząt, z jakich się ją produkuje. W tym celu podejmuje się obecnie sporo prac badawczych dotyczących optymalnych warunków utrzymania zwierząt. Praktyki produkcyjne, stosowanie leków, bezpieczeństwo biologiczne, systemy żywienia, transport i standardy dotyczące dobrostanu muszą być zgodne przynajmniej ze standardami minimalnymi w hodowli. Szczęśliwe świnie w Chalala Farms Na farmie Chalala Farms w Południowej Afryce bada się optymalne warunki hodowli trzody chlewnej. Naukowcy pracujący na tej doświadczalnej farmie wypraktykowali, że dojrzałe osobniki radzą sobie najlepiej w temp. 18-20ºC i wilgotności 60-80%. Mogą tolerować temp. do 25ºC, ale większe mają już negatywny wpływ na wzrost, rozmiary miotów, a nawet liczbę martwych urodzeń. Wykorzystuje się tu wentylację wymuszoną, aby obniżyć temperaturę i równomiernie rozprowadzać powietrze w budynkach. Dojrzałe świnie są utrzymywane w stałej temp. 23ºC. Nie są wymagane urządzenia grzewcze, bo warunki klimatyczne w Afryce rzadko tego wymagają. Jedynie prosięta trzeba dogrzewać promiennikami podczerwieni w kojcach porodowych, stawianymi ok. 50 cm od loch, by nie przegrzewać samic. Temperatura jest zwiększana i utrzymywana na poziomie 29°C, gdy prosięta wchodzą do samodzielnych jednostek, a potem zmniejsza się ją o 0,5 a 1ºC na tydzień, w czasie ich 7-tygodniowego chowu. Prosięta przeznaczone do remontu stada zostają w specjalistycznym zamkniętym obiekcie, a osobniki selekcjonowane na rynek, idą do oddzielnego działu jako zwierzęta rzeźne i są sprzedawane po 21 tyg. Obsada w zagrodach warchlaków wynosi 0,35 zwierząt/m2, a w zagrodach hodowlanych 0,95 zwierząt/m2. Zarządzanie zdrowiem i zapobieganie chorobom W Chalala Farms podejmuje się wszelkie możliwe środki ostrożności, by świnie były w dobrym zdrowiu i kondycji. Ma to zapewnić maksymalnie wysoką wydajność hodowli trzody chlewnej. Dojrzałe świnie stoją na stropach betonowych, a warchlaki i młodzież na plastikowych listwach. Spadające przez nie odpady zbierają się pod spodem i trafiają do oczyszczalni obornika. Potem są wykorzystywane jako nawóz pod uprawy ziarna na paszę dla świń. Plastikowe listwy podłogowe są cieplejsze i wygodniejsze dla młodych zwierząt. Maciory trzymane są na żeliwnych listwach w kojcach porodowych, bo ich cielska są już zbyt ciężkie dla podłoża z plastiku. Wszystkie urządzenia są czyszczone, dezynfekowane i suszone po opuszczeniu zespołu przez świnie, a przed wprowadzeniem nowej partii. Koryta do karmienia są regularnie spłukiwane wodą. Woda dostarczana do gospodarstwa jest testowana dwa razy w roku pod względem jakości. W całym zakładzie produkcyjnym utrzymywana jest rygorystyczna ochrona biologiczna i kontrola dostępu, a obszary produkcyjne podzielono na strefy, co ma zapobiegać wprowadzeniu i rozprzestrzenianiu się ewentualnych chorób (np. świński zespół rozrodczo-oddechowy i choroby endemiczne, jak afrykański pomór świń i pryszczyca). Każdy obiekt wchodzący i wjeżdżający jest obowiązkowo dezynfekowany. Wszyscy muszą też korzystać z wyznaczonych tras technologicznych pomiędzy jednostkami produkcyjnymi, by choroby nie przenosiły się z jednostki do jednostki. Gospodarstwo corocznie przechodzi audyt sprawdzający przestrzeganie wymogów bezpieczeństwa biologicznego i dobrych praktyk zarządzania. Co najmniej co drugi miesiąc monitorują je w tym celu państwowi lekarze weterynarii. Świnie są też szczepione przeciw chorobom, na parwowirusy, leptospirozę, Escherichia coli, cirkowirusy. Antybiotyki i inne leki stosuje się wyłącznie u osobników chorych. Reżim karmienia Zwierzęta otrzymują racje żywnościowe ustalane przez dietetyka i dostosowane do swej fazy produkcyjnej (zindywidualizowana ilość paszy na podstawie kondycji). Produkcyjna wydajność hodowli trzody chlewnej jest tu mierzona podczas i po sztucznej inseminacji oraz 8 tyg. później. Lochy są oznaczone elektronicznie, a podajnik odczytuje ich etykietę i zadaje prawidłową ilość paszy. Specjalny program komputerowy ostrzega przy tym, które zwierzęta jedzą za mało. Świnie są inteligentne i uczą się korzystać z tych tras karmienia zwykle w ciągu jednego dnia. Prosięta mają delikatne układy trawienne, przez co są podatne na problemy żołądkowo-jelitowe. Podczas gdy na farmach odsadza się je zwykle od matki po 21 dniach, to w Chalala Farms dopiero po 28 dniach. Zmniejsza to szok odsadzenia oraz zapewnia lepsze zdrowie i mocniejszą budowę. Prosięta nie potrafiące ssać i nie otrzymujące wystarczającej ilości mleka od matek, są identyfikowane w kojcach porodowych i karmione indywidualnie. Do racji pokarmowych starszych prosiąt dodaje się kwasy organiczne, co pomaga równoważyć poziom pH żołądka i uodparnia na bakterie. Bibliografia: 1. Kriel G., Happy pigs make for good business, Farmer’s Weekly, ( r.) 2. Phillips L., Investing in animal welfare pays off for German piggery, Farmer’s Weekly, ( r.) Redakcja Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj Hodowca Trzody Chlewnej 5-6/2013 . Hodowca Trzody Chlewnej 5-6/2013. 13 październik 2015 14 październik 2015 Czy możliwe jest uwolnienie stada od mykoplazmy?
Bartosz Czarniak, hodowca świń ale i rzecznik prasowy POLSUS podsumowuje najnowsze zmiany w Krajowym Planie Strategicznym w zakresie dobrostanu zwierząt w odniesieniu do trzody chlewnej. Jednocześnie zaznacza na korzystne połączenie wsparcia dobrostanu z finansowaniem z II filaru WPR. Hodowcy świń doczekali się uwzględnienia zmian zasad dobrostanu w Krajowym Planie Strategicznym. Pojawia się szansa, że program zacznie się cieszyć większą popularnością wśród hodowców świń, bo jak pokazały poprzednie lata działanie było w stopniu minimalnym wykorzystywane przez hodowców świń. Przypomnijmy, że w ramach dobrostanu w 2021 r. programem objęto niecałe 2 proc. krajowego pogłowia świń, podczas, gdy w przypadku krów w płatność dobrostanową wchodziło 43 proc. krajowego stada. - Droga do finalnej wersji dobrostanu w Krajowym Planie Strategicznym, była dosyć ciężka. Gdy zobaczyliśmy wcześniejszą wersję planu i wymagań dobrostanowych mieliśmy mieszane uczucia. Były jasne zasady, co należy zrobić, ale były one dla nas dość dziwne, ciężkie i nierefundujące poniesionych nakładów na wdrożenie tych wymogów, ale i poniesione przyszłe straty. Ze względu np. na zmniejszenie skali produkcji. Okazało się, że można to jeszcze zmienić, była już pewna rama, którą dogrywaliśmy w szczegółach - wyjaśnia w rozmowie Bartosz Czarniak, hodoca, rzecznik PZHiPTCh POLSUS. Hodowca jednocześnie zwraca uwagę, że dużym plusem w obecnej wersji jest fakt, że nie trzeba od razu spełniać całego pakietu, by załapać się na płatność. - Możemy spełnić kilka punktów, które nam pasują a później przyszłościowo coś jeszcze dołożyć, przez co uzyskać jeszcze większe przychody. Jeśli chodzi o trudności, dla mnie, ale i dla większości hodowców największym utrudnieniem jest dostosowanie sektora porodowego. Tam musimy pamiętać, że locha może być w jarzmie tylko 14 dni. To bardzo ważny okres, w tym czasie prosięta będą uczyły się pewnych zachowań, by móc zdążyć uciec, spod kładącej się lochy i uniknąć przygniecenia. Pierwotnie miało być to tylko siedem dni, co moim zdaniem było złym pomysłem. W tak krótkim okresie prosięta mogą się nie nauczyć ucieczki spod lochy. Dlaczego mówię o trudnościach? Bo właśnie tu trzeba dostosować cały sektor do innego sposobu utrzymania. Jest to trudne ale będziemy próbować. Tym bardziej, że będzie możliwość załapania się na finansowanie w ramach modernizacji wsparcia inwestycji dobrostanowych - podkreśla hodowca w rozmowie. © Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Opublikowany właśnie raport przedstawia rzetelną porcję wiedzy i rozprawia się z nieprawdziwymi teoriami. Udowadnia, że nowoczesna i profesjonalna hodowla trzody chlewnej niesie ze sobą korzyści dla społeczeństwa w wielu wymiarach - mówi Witold Choiński, prezes związku Polskie Mięso, z którego inicjatywy powstało opracowanie. Jeżeli chodzi o horrory, jestem dyletantem. Umiem rozpoznać, ale w subtelnościach gatunku tak średnio się orientuję. Gdy więc trafiłem kiedyś na kategorię „body horror”, zacząłem się zastanawiać, jakiż to zdeprawowany umysł poświęcałby całe książki (lub opowiadania) opisom niszczonych, deformowanych, przechodzących mutacje ludzkich ciał? Dlaczego ktoś miałby o tym czytać? Czy tylko i wyłącznie, by dać upust chorym fantazjom i potrzebom? Kiedyś tak mi się wydawało. No ale mi się wiele wydawało kiedyś i wciąż się uczę nieufności w stosunku do moich oczekiwań. Po książkę sięgnąłem przypadkiem, bez wcześniejszych założeń najmniejszych, bez znajomości innych dokonań autora. Daję zawsze pierwszeństwo tekstom, nie autorom. Kobieta z fatalną fryzurą, deformującymi twarz okularami, z wyeksponowanym imponującym biustem poluje na autostopowiczów. Dobrze zbudowanych mężczyzn. Jeżeli takowy nie ma rodziny, znajomych, nie wydaje się być chorym, kobieta wstrzykuje mu truciznę i uprowadza na farmę, gdzie hoduje się ich na mięso. Zapakowane mięso trafia do odbiorców, którzy nie są ludźmi. Tak to wszystko w największym skrócie wygląda i odsłania się przed czytelnikami mniej więcej po 1/3 książki. Nie chodzi więc o typowe powolne odkrywanie tajemnicy, która dopiero na ostatnich stronach książki ma ogłuszyć odbiorcę. Nie. Chodzi raczej o nieustanne trzymanie tego garnka na wolnym ogniu. Czytelnik nawet nie zauważy, że się ugotował. Powieść oferuje kilka cudownie intrygujących pytań, które brzmią na pozór tylko jednoznacznie. W większości powieści grozy ofiarami najczęściej padają osobnicy słabsi od mordercy/porywacza/potwora. Bezradna i bezsilna ofiara potęguje strach. Tutaj jest odwrotnie – łupem padają bez wyjątku silni, umięśnieni, wysportowani mężczyźni, którzy przypadkowo znaleźni się na poboczu drogi szybkiego ruchu, licząc na uśmiech losu. Co może niepokoić? Odczytałem to natychmiast jako metaforę końca tradycyjnie rozumianego patriarchatu. To właśnie ten męski typ zawieszający wzrok na odsłoniętym dekolcie musi w końcu zostać pożarty przez siły, których nie rozumie lub je fałszywie interpretuje. A z drugiej strony może to być po prostu przestroga, by nie jeździć autostopem? Sama hodowla samców, których mięso ma trafić na stoły bogatych „obcych” to nic innego jak sprytnie odwrócony obraz mechanizmów przemysłu spożywczego, który opierając się na truchłach zabitych świń, krów, kur i gęsi dostarcza ludziom jedzonka na obiad. Wiem, że chwyt jest prostacki i ograny (co by było, gdyby to ludzi podawano z ziemniakami i sałatką?), ale Faber pisze o tym w wyjątkowo beznamiętny sposób przyjmując nie ludzką, ale konsumencką perspektywę. Brzmi to jak moralitet stworzony na potrzeby wojujących wegetarian, co jednak nie powinno odpychać. Nie ma w tym za grosz taniego sentymentalizmu lub tendencji. Pisarz na dodatek zawiesza tradycyjnie rozumiane rozróżnienie natury ontologicznej. Człowiekiem nazywany jest ten, kto po prostu stoi wyżej na drabinie rozwoju. Tak więc gdyby psy, koty lub konie były inteligentniejsze od nas, to one automatycznie stałyby się ludźmi. Nasza umiejętność pisania, konstruowania prostych mechanizmów, noszenie ubrań wcale nie czyni z nas korony stworzenia. Hodujących nas w klatkach „obcych” nie wzruszą niezgrabne próby porozumienia, bełkoty obciętych języków lub skreślone na klepisku słowo „litości”. Czy Faber nie stara się zabrać głosu w dyskusji o tym, czy nie nadać statusu równego człowiekowi tym istotom, które potrafią się z nami porozumiewać? W czym są gorsze od nas orangutany czy szympansy? Dlaczego trzymamy je w klatkach? A czy gdy na niebie pojawi się pojazd kosmiczny z „wyższymi i lepszymi” od nas, to wtedy ludzie spadną do poziomu zwierząt? Hodowlanych? Jedyny „obcy”, który upomina się o godność zwierząt (czyli nas, homo sapiens), robi to niejako z przekory, buntuje się przeciwko starszym, ale jego opór ma w sumie dość kabotyński wymiar a la Zbyszek Dulski znany z dramatu Zapolskiej. Wychodzi więc na to, że wszelki bunt zawsze skażony jest egoistyczną potrzebą bycia po prostu innym. Potrzebą, z której po prostu się wyrasta. Na koniec muszę wspomnieć o nieopuszczającym czytelników ani przez moment depresyjnej klaustrofobicznej atmosferze. Bohaterką jest już wspomniana wcześniej młoda dziewczyna, której całym sensem życia jest ciężka praca. Faber precyzyjnie rekonstruuje niemal pustelnicze życie istoty, która musi przynajmniej sprawiać wrażenie człowieka, by oszukać swoje potencjalne ofiary. Dziewczynie wystarczy stare zakurzone łóżko, cieknący prysznic, jeden komplet ubrań, miniaturowy telewizor i samochód. Jako nie-człowiek niczego więcej nie potrzebuje. Ale… jeśli popatrzymy na nią jak na jeszcze jedną sezonową robotnicę lub sprzątaczkę, która trafiła do „lepszego” miejsca, by odmienić swój uchodźczy los i nie odmienia go nawet o jeden procent? I pomyśleć, że zabierałem się za tę książkę jak za pierwszy z brzegu horror z pewnymi ambicjami. Hodowca Trzody Chlewnej. 2013 | 01-02 | Tytuł artykułu. Bezpieczeństwo biologiczne w chorobach zakaźnych trzody chlewnej Nie jest dobrze Analizując kolejno ostatnie dane, nie napawają one optymizmem. Pogłowie, jak i liczba gospodarstw zajmujących się chowem trzody chlewnej, sukcesywnie się obniża. W Systemie Identyfikacji i Rejestracji Zwierząt (IRZ) na początku roku 2021 liczba stad trzody wynosiła 103 659, z kolei na dzień zarejestrowano już tylko 80 006 siedzib stad posiadających zwierzęta z gatunku świnie. Oznacza to, iż od początku roku około 23 653 tys. stad świń (ponad 20%) zniknęło z rynku. Pogłowie świń w liczbach Według danych w roku 2002 pogłowie świń wynoszące 18 628,9 tys. (18,6 mln) utrzymywane było w 760,6 tys. gospodarstw, przy średniej wielkości stada 24,5 sztuk w gospodarstwie. W 2010 r. produkcją trzody chlewnej zajmowało się niecałe 400 tys. gospodarstw z pogłowiem 15 278,1 tys. świń (15,3 mln), przy średniej wielkości stada 38,4 sztuk. Z nostalgią, cofnijmy się do lat 70., kiedy to w Polsce zapoczątkował się dynamiczny wzrost produkcji wieprzowiny, osiągając w 1978 roku 22 mln sztuk. W tym okresie zmieniono nie tylko pogłowie świń, ale i podejście do samego procesu produkcji tuczników. Prace badawcze nad krzyżowaniem towarowym spowodowały bowiem poprawę efektywności produkcji. W kolejnych latach obserwowano chwilowe załamania liczebności, ale potrafiono w tamtych czasach tym sterować – gdy produkcja spadała poniżej 17 mln, podnoszono cenę żywca i wówczas stan trzody oraz produkcja żywca podnosiły się. Jakie są powody? W dzisiejszych czasach nie jest to takie proste. Powodów obecnego spadku pogłowia i stad trzody chlewnej można upatrywać albowiem w wielu obszarach. Niezaprzeczalnie, sytuacja pogorszyła się w momencie przekroczenia przez ASF granicy z Niemcami we wrześniu 2020 roku. Na sytuację spadkową wpłynęła również pogłębiająca się niska opłacalność spowodowana wysokimi kosztami środków do produkcji, między innymi soi czy rzepaku, które na przełomie listopada i grudnia 2020 roku zaczęły osiągać rekordowe ceny. Notowania zbóż paszowych również poszybowały w górę pod koniec roku 2020. Sytuacja cenowa środków produkcji nadal utrzymuje się cały czas na niezmienionym, wysokim poziomie. Przyczyny należy szukać w zwiększonym zapotrzebowaniu na soję czy zboża przez Chiny, które powiększają ciągle rosnące pogłowie świń w swoim kraju, i którym przewodzi teraz hasło „Loszki potrzebne od zaraz”, by zasiedlić jak najszybciej powstające fermy. Nie dziwi więc fakt, analizując aktualne i historyczne ceny zakupu warchlaków na chów, jak i ceny skupu tuczników na ubój, że polskim rolnikom jest coraz trudniej utrzymać się z chowu trzody chlewnej. Rolnicy już więc nie czekają na niewidzialną rękę, która przerwie tę milczącą zgodę na trwały spadek krajowej produkcji mięsa wieprzowego i likwidują produkcję. Kalkulacje rolnicze – tucznik w cyklu zamkniętym Tabela zawiera kalkulację chowu tucznika w cyklu zamkniętym, według cen brutto środków do produkcji z kwietnia 2021 r., opracowaną na podstawie wydawnictwa „Kalkulacje Rolnicze”. Założenia metodyczne do „Kalkulacji Rolniczych” znajdziecie Państwo na stronie naszego Ośrodka. Tabela 1. Kalkulacja chowu tucznika w cyklu zamkniętym Lp. Technologia żywienia Mieszanka uzupełniająca 10 % Mieszanka uzupełniająca 2,5 % Wyszczególnienie A Wartość produkcji 399 404 Tucznik kl. I (4,80 zł/l)1) 504 504 Prosię (-) -105 -100 1. Pasze z zakupu 173 141 2. Pasze potencjalnie towarowe 153 159 3. Inne koszty2) 29 29 B Koszty bezpośrednie (1+2+3) 355 329 C Nadwyżka bezpośrednia (A-B) 44 75 4. Praca maszyn własnych 23 23 5. Pozostałe koszty3) 49 47 D Koszty pośrednie (4+5) 72 70 E Koszty całkowite (B+D) 427 399 F Koszt jednostkowy (zł/kg) 4,74 4,41 G Dochód rolniczy netto (C-D) -28 5 Źródło: Opracowanie własne na podstawie „Kalkulacji Rolniczych” KPODR w Minikowie średnia cena żywca wieprzowego w kwietniu 2021 r., usługi weterynaryjne, znakowanie, koszty utrzymania budynków, koszty ogólnogospodarcze, koszty pośrednie produkcji pasz własnych. Justyna Kryger "Wieś Kujawsko-Pomorska", czerwiec 2021 r. Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do niego tutaj
Ochrona środowiska, a fermy świń. Fot. Adobe Stock 8 listopada 2022. Według ekspertów prawo związane z ochroną środowiska i stopień jego skomplikowania w dużym stopniu ogranicza powstawanie lub rozwój już istniejących ferm trzody chlewnej. Poniżej przedstawiamy zaproponowane przez utworzone przy POLSUS Konsorcjum zmiany prawne
- Polska z znaczącego producenta wieprzowiny w ostatnich 10 latach stała się dużym importerem tego mięsa. Konieczna jest odbudowa hodowli trzody, bo to przeniesie rolnikom w perspektywie 5 lat nawet 50 mld zł - ocenił Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. - Jeszcze w 2007 roku Polska była jednym z największych w Europie producentów wieprzowiny, obecnie jest 5. co do wielkości jej importerem - mówił ekspert podczas VI Kongresu Rolników RP. 5. ognisko ASF. Ograniczenia dotkną kolejne województwo Afrykański pomór świń został wykryty u świń domowych w województwie dolnośląskim. To już 5. ognisko ASF w tym roku. Inspekcja Weterynaryjna do tej pory potwierdziła 2 ogniska w woj. wielkopolskim oraz po jednym w woj. lubuskim oraz... Przypomniał, że już w 2012 r. była przygotowana strategia odbudowy trzody chlewnej, ale do dziś nie została wdrożona. Prezes "Polskiego Mięsa" zaznaczył, że pogłowie trzody w Polsce spadło w ciągu ostatnich 10 lat o 35 proc., bilans handlowy wieprzową jest ujemy na poziomie 1,8 mld zł, a krajowa produkcja tego mięsa jest uzależniona od importu prosiąt i warchlaków. W 2019 zaimportowano 7 mln prosiąt i warchlaki o wartości 2 mld zł, natomiast systematycznie spada liczba loch. To wszystko spowodowało, że krajowa produkcja wieprzowiny spadła w ciągu 10 lat o 13 proc., a w tym czasie jej import wzrósł 4 krotnie. Zdaniem Choińskiego, w Polsce jest miejsce dla dużych ferm jak i dla małych chlewni. Tysiąc dużych gospodarstw wytwarza 25 proc. wieprzowiny, podczas gdy w np. Niemczech w 10 tys. gospodarstw pozyskuje się 71 proc. wieprzowiny. Według szefa Związku, przede wszystkim trzeba wyeliminować import warchlaków - ich udział w całej produkcji stanowi 40 proc., z tego 85 proc. pochodzi z Danii. - To stanowi, że nie tylko dajemy zarabiać komuś innemu, ale gdyby Duńczycy powiedzieli - od jutra nie sprzedajemy wam prosiaków, to upadają gospodarstwa w Polsce, zakłady mięsne i praktycznie produkcja trzody chlewnej przestaje istnieć - tłumaczył. Kolejną barierą w odbudowie, są trudności uzyskaniu wszelkich pozwoleń na budowę chlewni, zablokowanie eksport z powodu afrykańskiego pomoru świń, a także zbyt mała skuteczność w zwalczaniu tej choroby. Choiński zaznaczył, że choroba ta nie tylko zamknęła dla eksportu z Polski bardzo perspektywiczne rynki azjatyckie, ale także utrudnia produkcję wieprzowiny w kraju. Jak zauważył, według firmy Ernest& Young dalsze rozprzestrzenianie się ASF może doprowadzić do 2023 roku do utraty kolejnych rynków zbytu i spadku eksportu wieprzowiny o łącznej wartości 5,5 mld zł. W opinii ekspertów, przy utrzymaniu obecnego tempa rozwoju choroby, w 2020/2021 r. aż 88 proc. Polski może być obszarem z ograniczaniem ze względu na występowanie ASF. Brak działań w odbudowie produkcji trzody zarzucił ministrowi rolnictwa przewodniczący rolniczego OPZZ Sławomir Izdebski. Mówił także o konieczności oddłużenia gospodarstw rolników i wskazał, że zamiast rolnikom, państwo udziela pomocy prywatnym firmom takim jak "Eskimos" czy "Bielmlek". Informacje dotyczące hodowli i produkcji trzody chlewnej można znaleźć w dwumiesięczniku "Hoduj z Głową Świnie" ZAPRENUMERUJ Ekspert Banku Zachodniego WBK zauważa, że w efekcie nastąpił spadek opłacalności produkcji trzody, czego skutki widać w zmianach pogłowia.Według badania GUS, przeprowadzonego w marcu br., pogłowie trzody chlewnej w Polsce liczyło 10,2 mln szt. – o 11,5% mniej niż w analogicznym okresie 2015 r.
Jarosław Saldat z Dworzyska w powiecie świeckim utrzymuje w gospodarstwie około 25 macior, choć był czas, gdy ich liczba wzrosła do 35 sztuk. Jednak brak opłacalności zmusza gospodarza do ograniczania produkcji, do której i tak trzeba dopłacać. Liczy na dofinansowanie do loch mające objąć samice, które wyproszą się od połowy listopada 2021 roku do końca marca 2022 roku, jednak w jego przypadku kilka loch nie udało się pokryć, powtórzyły ruję, więc i tak wyproszenia wypadłyby po tym terminie. Dlatego rolnik zdecydował się odesłać je do rzeźni, aby nie ponosić dodatkowych kosztów. – Lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby do wyliczeń wzięto wyproszenia z ostatnich kilku miesięcy ubiegłego roku. Przecież każdy rolnik dokonuje zgłoszenia urodzonych sztuk. Zapobiegłoby to ewentualnym nadużyciom i kombinacjom, a przede wszystkim realna pomoc mogłaby być wypłacona już w pierwszych miesiącach bieżącego roku. My naprawdę nie mamy już środków, żeby przetrwać wiele kolejnych miesięcy, zanim to dofinansowanie do nas trafi – tłumaczy Jarosław Saldat. W gospodarstwie utrzymywany jest jeden knur, obecne rasy duroc, wykorzystywany do krycia. Gospodarz liczy każdą złotówkę i, jak twierdzi, sporo zaoszczędza, nie kupując nasienia, ponieważ utrzymanie rozpłodnika wychodzi taniej, a koszt jego zakupu, nawet jeśli wynosi powyżej tysiąca złotych, szybko się zwraca. Wszystkie pasze w gospodarstwie są wytwarzane na bazie koncentratów oraz własnego zboża i zadawane ręcznie do koryt Dziś hektar ziemi kosztuje tyle co 150 tuczników Zobacz także Jarosław Saldat rodzinne gospodarstwo przejął w 1999 roku. Wówczas jego rodzice mieli 30 ha ziemi. Dziś pomimo 63 ha włas­nych i 17 ha dzierżawy budżet się nie spina. Głównie dlatego, że od bardzo dawna trzeba dokładać do produkcji świń. – W 2004 i 2005 roku dokupiłem trochę gruntów i dzięki temu mamy dziś ponad 60 ha własnych. Kiedyś relacje cenowe były zupełnie inne. Hektar ziemi można było kupić za równowartość kilkunastu tuczników. Dziś, gdy ziemia jest znacznie droższa, a świnie tanie, hektar kosztuje tyle co 150 tuczników! – ubolewa rolnik. Ten produkt może Ciebie zainteresować Koszulka dziecięca ze zwierzętami – Tygodnik Poradnik Rolniczy Płacisz tylko 29,99 złCena regularna 39,99 zł SPRAWDŹ Gospodarz stara się inwestować w maszyny, ale z rozsądkiem. Przede wszystkim kupuje je od polskich producentów, ewentualnie używane. W 2020 roku wziął kredyt na zakup pięciu maszyn rolniczych w kwocie 340 tys. zł, na który dostał dofinansowanie. Jednocześnie, zgodnie z warunkami przyznania pomocy, zobowiązany został do zwiększenia areału. Tym samym gdyby trudna sytuacja go zmusiła, nie może teraz sprzedać ziemi, aby spłacić aktualne zobowiązania. Choć, oczywiście, nie chciałby tego robić, ponieważ czuje się związany z rolnictwem i marzy jedynie o tym, aby spokojnie gospodarować. – W naszej okolicy ziemi brakuje. Jakiś czas temu udało mi się kupić 3 ha, ale także musiałem wspomagać się kredytem. Na wydzierżawienie też nie ma chętnych. Grunty należące do dawnych spółdzielni, zamiast być rozdysponowane do sprzedaży lub dzierżawy rolnikom, trafiają w całości w ręce dużych dzierżawców. Ten, który ma już tysiące hektarów, dostaje kolejnych kilkaset, a my nie mamy szans nawet na kilka – żali się rolnik. Jak podkreśla, zbliża się wios­na, trzeba będzie płacić za nawozy i nie wiadomo, skąd brać na to pieniądze. Tym bardziej że druga transza dopłat bezpośrednich na razie nie jest wypłacana. Dopłaty do zakupu materiału siewnego też, póki co, są odroczone. – Nasza przyszłość jest stale niepewna. Nie oczekujemy dużych zysków, ale chcielibyśmy, żeby było nas stać na opłacenie faktur i zakupionych maszyn. Bardzo się cieszyliśmy, kiedy komisarzem do spraw rolnictwa w Unii Europejskiej został Janusz Wojciechowski. Pokładaliśmy w nim duże nadzieje. Tymczasem nie zrobił kompletnie nic dla polskiego rolnictwa. Nie byłbym w stanie wymienić choć jednej jego zasługi. Z ministrów rolnictwa jedynie Krzysztof Ardanowski chciał rozmawiać z rolnikami, wysłuchać nas i przynajmniej spotykał się z nami w kryzysowych sytuacjach – uważa Jarosław Saldat. Prosięta w wydzielonym legowisku dogrzewane są promiennikami i przebywają przy maciorze nawet do 7. tygodnia życia Prosięta długo przy maciorach Maciory w gospodarstwie Saldatów utrzymywane są w starych zmodernizowanych budynkach, natomiast odchów prosiąt oraz tucz odbywają się w chlewni wybudowanej w 2003 roku, w której jest 20 kojców po 15 stanowisk każdy. Wszystkie zwierzęta przebywają na płytkiej ściółce, co wymaga dużych nakładów pracy, ale zdaniem gospodarza świnie mają dzięki temu większy komfort. Prosięta przy maciorach dogrzewane są jedynie promiennikami, ponieważ ściółka izoluje je od podłoża. Maciory wypraszają się po 5 sztuk i mają pełną swobodę ruchu w kojcu porodowym. Prosięta mogą natomiast przechodzić do wydzielonej strefy legowiskowej. Odsadzane są w 7. tygodniu życia, a dokarmiane paszą stałą od 2. tygodnia. Jedynie pasze dla prosiąt, aż do momentu odsadzenia, to gotowe mieszanki granulowane. – Pierwsze tuczniki z nowej chlewni ponad 18 lat temu sprzedawałem po 2,8 zł za kilogram i była jako taka opłacalność. Teraz nie starcza na pokrycie kosztów pasz, chociaż przygotowujemy je sami w gospodarstwie na bazie koncentratów, żeby było taniej. Dziennie zużywam 600 kg paszy. Przy stawce minimum 1,5 zł/kg to wychodzi w miesiącu około 27 tys. zł. Tymczasem za sprzedanych ostatnio 15 tuczników dostałem 6 tys. zł netto. W miesiącu odstawiam ich do rzeźni około 40 i nijak się to nie bilansuje – wylicza gospodarz. Lochy karmiące utrzymywane są na płytkiej ściółce i mają możliwość swobodnego poruszania się Tradycyjny system wymaga nakładu pracy Wszystkie zwierzęta mają podawaną do koryta serwatkę kupowaną w Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita. Oprócz zakwaszenia przewodu pokarmowego dostarcza ona wielu witamin i wpływa na apetyt. Zdaniem rolnika świnie lepiej się po niej czują i nie chorują, a piją ją bardzo chętnie. Rocznie zużywa on około 200 tys. litrów serwatki. Zatrudnia też jednego pracownika, z którym jest związany od kilku­nastu lat. Pomoc jest potrzebna, ponieważ sam przygotowuje pasze dla zwierząt i zadaje je ręcznie. Poza tym konieczne jest usuwanie obornika, rozścielanie słomy i prace polowe na około 80 ha ziemi. Trudno jest jednak opłacać obsługę, nawet po najniższej krajowej, kiedy samemu się nie zarabia. Jak podkreśla Jarosław Saldat, wciąż utrzymuje jeszcze świnie, ale już od dawna musi traktować to zajęcie jako hobby, ponieważ nie czerpie z niego zysków, a ponosi jedynie koszty. Wielokrotnie zastanawiał się nad podjęciem pracy, tym bardziej że specjalizuje się też w naprawach używanych maszyn rolniczych. Po wyremontowaniu z powodzeniem służą mu w pracy. Dzięki temu udaje się wytrwać przy produkcji trzody chlewnej. Jednak staje się to coraz trudniejsze. – Ciągniki, które mam w gospodarstwie, także były kupione jako używane i przeze mnie wyremontowane. Nam wystarczają, ale wszystkie razem są warte mniej niż jeden nowy, którym trudno byłoby wykonać ogrom zajęć w gospodarstwie. Miałem propozycje pracy, ale nie da się tego pogodzić z utrzymaniem świń. Jeśli nikt w tym kraju w porę się nie obudzi, to rolnicy zlikwidują trzodę chlewną i zajmą się czymś, co pozwoli im utrzymać rodziny, ale wtedy będzie już za późno. Wszyscy będziemy zmuszeni do kupowania w sklepach tego, co nam przywiozą zakłady mięsne z zagranicy. Nie będziemy mieli wpływu ani na jakość, ani na cenę – mówi rolnik. Jarosław Saldat wraz z żoną Ewą prowadzą gospodarstwo w Dworzysku w powiecie świeckim. Uprawiają rzepak, jęczmień ozimy, pszenicę i żyto. Zboża zebranego po żniwach starcza do kwietnia, resztę trzeba dokupić, aby przygotować pasze dla świń. Do mieszanek gospodarze dodają koncentraty białkowe. Produkują trzodę chlewną w cyklu zamkniętym i sprzedają rocznie około 550 tuczników. Sprzedaż odbywa się na wagę żywą przy masie ciała 115 kg. Pan Jarosław w wolnych chwilach remontuje używane maszyny rolnicze, które później służą mu do pracy. Na zdjęciu z synem Mateuszem przy ursusie z 1956 roku. Naprawa takich ciągników jest jego pasją, a ten egzemplarz dopiero czeka generalny remont i doprowadzenie do stanu użyteczności. Oprac. Natalia Marciniak-Musiał na podstawie artykułu Dominiki Stancelewskiej pt. Idzie wiosna, a opłacalności i pomocy brak, który ukazał się w Tygodniku Poradniku Rolniczym 6/2022 na str. 40. Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, już dziś wykup dostęp do wszystkich treści na TPR: Zamów Dominika Stancelewska
Hodowcy i producenci trzody chlewnej mogą się zapoznać z najnowszym wydaniem "Hoduj z Głową Świnie". Do ich rąk trafił właśnie pierwszy w 2022 roku numer naszego magazynu. Magazyn tradycyjnie został podzielony na bloki tematyczne.
U loch wskutek stresu cieplnego występują problemy z rozrodem, a maciory karmiące produkują mniej pokarmu, przez co oseski nie pobierają go w odpowiedniej ilości. Z kolei warchlaki i tuczniki jedzą mniej paszy i wolniej przyrastają. W przypadku trzody chlewnej na stres cieplny najbardziej narażone są maciory. Liczba stad świń w Polsce wciąż maleje Liczba zarejestrowanych stad trzody chlewnej w Polsce wynosi obecnie 61,5 tysięcy. Liczba stad świń, jak informuje w swoim raporcie Gobarto Hodowca, na podstawie danych ARiMR z 5 lipca, w okresie ostatnich trzech miesięcy zmalała do 4,6 tys. tj. o... U loch prośnych wskutek wysokich temperatur i wilgotności powietrza, mogą nawet wystąpić ronienia. Zazwyczaj jednak przebywają one w kojcach grupowych, gdzie mogą się swobodnie poruszać i znaleźć nieco lepszą strefę termiczną. Czasami wylewają na posadzkę wodę z poideł i tarzają się w niej. W dużo gorszej sytuacji są lochy karmiące utrzymywane głównie w kojcach jarzmowych. - Te zwierzęta nie mają możliwości przemieszczania się. Jeśli więc na porodówce nie będzie np. odpowiedniego przepływu powietrza, samice z pewnością mocno odczują stres cieplny, który jest dla nich groźny - mówi dr inż. Tomasz Schwarz, prof. Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie dodając: - Gdy temperatura otoczenia rośnie powyżej 28 stopni Celsjusza, u loch karmiących może nastąpić nagłe przerwanie laktacji. Stanowi to bezpośrednie zagrożenie dla prosiąt, które w efekcie nie pobierają wystarczającej ilości pokarmu. Z kolei ponad 30 stopni występujące w dłuższym okresie, zagraża już bezpośrednio maciorom, nawet ich życiu. Wspomagać metabolizm macior Ceny tuczników w wielu krajach UE bez zmian Niemiecka cena tuczników od 3 tygodni utrzymuje się na tym samym poziomie. Niektóre tamtejsze rzeźnie dodatkowo obniżają ceny skupu tłumacząc się słabym popytem. Tuczniki w ostatnich notowaniach niemieckiej dużej giełdy... Stres cieplny upośledza metabolizm organizmu macior i wpływa na występowanie zaburzeń związanych z funkcjonowaniem wątroby. Możemy temu zapobiegać lub minimalizować to negatywne zjawisko wspomagając jej pracę za pomocą dodatków paszowych. - Mamy na rynku pewne środki, które mogą chronić wątrobę jak np. cholina. Jest ona dość drogim dodatkiem, który i tak musi się znaleźć w paszy, więc często w okresie letnich upałów stosowana jest nieco tańsza betaina. Oczywiście nie rozwiąże ona problemu stresu cieplnego, ale z pewnością wspomoże pracę wątroby - mówi dr Schwarz dodając: - Należy ją stosować zwłaszcza u macior na porodówce, u których metabolizm pracuje na szczególnie wysokich obrotach, o czym świadczy nieco podwyższona ciepłota ich ciała. Warchlaki i tuczniki Wskutek stresu cieplnego u warchlaków i tuczników spada pobranie paszy, obniżają się średnie dobowe przyrosty i występują patologie zachowań, zwłaszcza przy nagłych i gwałtownych skokach temperatur dziennych i nocnych. Do najczęstszych należy kanibalizm. Regionalizacja ASF w Polsce. Są kolejne strefy czerwone Ogniska ASF u świń oraz dzików w Polsce wybuchają na nowych obszarach kraju. Komisja Europejska wyznaczyła więc nowe obszary objęte ograniczeniami. Nowe strefy ASF wprowadziło rozporządzenie wykonawcze Komisji Europejskiej 2022/1196 z dnia... Przy długo trwających letnich upałach zwierzęta brudzą posadzki wylewając na nie wodę z poideł. Zmieniają też rutynowe zachowania, co najlepiej widać w obiektach z mieszaną podłogą rusztową i pełną. - W tych chlewniach standardowo oddają one odchody na rusztach, a odpoczywają i pobierają paszę i wodę w części z pełną podłogą. Gdy są w stresie cieplnym ich zachowania są dokładnie odwrotne. Nie dość że oddają kał i mocz na pełną posadzkę, to jeszcze wylewają tam wodę, w której kładą się i tarzają. W ten sposób zwiększa się ilość zanieczyszczeń i rośnie emisja gazów, co również sprzyja patologii zachowań, jak np. obgryzanie ogonów - tłumaczy dr Tomasz Schwarz. Stąd, zwłaszcza latem, należy im zapewnić odpowiednią wentylację lub dodatkowo stosować różne systemy chłodzenia, np. w postaci mgiełki wodnej. Więcej informacji na temat hodowli i produkcji trzody chlewnej znajdziesz w magazynie "Hoduj z Głową Świnie". ZAPRENUMERUJ
Śmierdzący biznes za unijne pieniądze. Międzynarodowe śledztwo z udziałem OKO.press. Przemysłowi hodowcy drobiu i trzody chlewnej to jedni z największych odbiorców rolniczych dopłat unijnych w Polsce. A jednocześnie - truciciele na masową skalę. Najwięksi produkują rocznie setki ton amoniaku, który zatruwa gleby, rzeki i
Główny Inspektorat Weterynarii naniósł na mapę obrazującą występowanie afrykańskiego pomoru świń w Polsce 9. oraz 10. ognisko tej choroby w naszym kraju. Wybuchły one w Wielkopolsce. Ognisko ASF nr 2022/9 wybuchło w pobliżu miejscowości Karmin położonej w województwie wielkopolskim w powiecie kościańskim w gminie Śmigiel. Ognisko ASF nr 2022/10 wybuchło w gospodarstwie leżącym w pobliżu miejscowości Adamowo położonej w województwie wielkopolskim w powiecie leszczyńskim w gminie Osieczna. Gospodarstwa, w których stwierdzono najnowsze ogniska ASF u świń znajdują się w obszarze objętym ograniczeniami III czyli w strefie czerwonej. Ognisko ASF nr 2022/9 wybuchło w sąsiedztwie wyznaczonego 29 czerwca 5. ogniska, w którym utrzymywano 103 świnie. Inspekcja Weterynaryjna do tej pory nie poinformowała o liczbie świń, która znajdowała się w 9. oraz 10. ognisku ASF. Ognisko ASF nr 2022/9 oraz 2022/10 są zarazem 4 i 5, które w tym roku wybuchły w województwie wielkopolskim. Służby w Wielkopolsce do 15 lipca potwierdziły 248 ogniska ASF u dzików w tym województwie. Więcej informacji na temat hodowli i produkcji trzody chlewnej znajdziesz w magazynie "Hoduj z Głową Świnie". ZAPRENUMERUJ
Jednak hodowla trzody chlewnej w USA odczuła negatywne skutki pandemii koronawirusa. W wyniku choroby wiele rzeźni w Stanach Zjednoczonych zostało zamkniętych w kwietniu i maju 2020 r. z powodu zarażonych pracowników. W niektórych przypadkach ubój spadł o ponad 30%, co wpłynęło na porównanie danych z ubiegłego roku.
Warunki hodowli trzody chlewnej – w teorii i praktyce, fot. @Foca@ źródło: Warunki hodowli trzody chlewnej – z dniem 1 maja 2004 r. przepisy unijne stały się elementem prawa krajowego i wszyscy adresaci sformułowanych w nich norm mają obowiązek ich przestrzegania – także rolnicy w zakresie warunków hodowli trzody chlewnej. Prawo rolne oparte częściowo na przepisach unijnych, częściowo na przepisach krajowych, wprowadza minimalne standard w zakresie utrzymania trzody chlewnej. Praktyka pokazuje, że nawet minimum standardów nie jest jednak przestrzegane, choć od wejścia w życie przepisów minęło ponad 10 lat – to wystarczająco dużo, aby rolnicy mogli dostosować się do nowych norm. Warunki hodowli trzody chlewnej – minimalne standardy, czyli co? Rolnicy nie są świadomi, czy spełniają minimalne standardy hodowli trzody chlewnej, a nawet jeżeli doskonale je znają, traktują je z przymrużeniem oka. Przyzwolenie na łamanie podstawowych zasad hodowli trzody chlewnej nabiera charakteru powszechnego w polskim rolnictwie, czemu ostro sprzeciwiają się obrońcy praw zwierząt, słusznie powołujący się na przepisy ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz. U. z 2013 r., poz. 856) i Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 15 lutego 2010 r. w sprawie minimalnych warunków utrzymania poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich, dla których normy ochrony zostały określone w przepisach Unii Europejskiej (Dz. U. z 2010 r., nr 56, poz. 344). Minimalne standardy można podzielić na wytyczne ustalone w liczbach oraz reguły hodowli trzody chlewnej ustalające nakazy bądź zakazy dla hodowców. = Rolnictwo – Sadownictwo – Ogrodnictwo – Ochrona Roślin – Maszyny Rolnicze – Nawozy – Środki owadobójcze – Hodowla zwierząt – Finanse i Prawo dla Rolnika Wytyczne ustalone liczbowo odnoszą się do: wymagań powierzchni kojca dla zwierząt utrzymywanych pojedynczo, albo grupowo szerokości otworów w podłodze szczelinowej szerokości beleczki w podłodze Reguły utrzymania świń odnoszą się natomiast do takich norm postępowania, jak: zakaz utrzymywania świń na uwięzi nakaz zaopatrzenia kojca w materiał umożliwiający budowę gniazda na 7 dni przed terminem proszenia nakaz odsadzania prosiąt najszybciej w 29. dniu życia nakaz zastosowania długotrwałego znieczulenia przy wykonywaniu zabiegu obcinania ogonków i kastracji po 7. dniu życia Wymienione normy postępowania to jedynie przykłady norm postępowania zaadresowanych do hodowców świń. Znacznie wyższe wymagania wprowadzono w odniesieniu do chowu ekologicznego świń, aby zapewnić im jak najwyższy standard dobrostanu. Minimalne standardy w praktyce czyli warunki hodowli trzody chlewnej Rolnicy w mniejszych gospodarstwach rolnych raczej nie mają problemu z przestrzeganiem minimalnych standardów wyznaczonych im przez prawo. Wynika to z faktu, że chów jest przeznaczony raczej na potrzeby gospodarstwa rolnego i ewentualnie lokalnej społeczności. Ze spełnieniem minimalnych standardów problem mają hodowcy przemysłowi, którzy są nastawieni na zysk i dążą do osiągnięcia jak najwięcej „towaru” przy jak najmniejszych nakładach i w jak najkrótszym czasie. Problem wypłynął już w 2012 r., kiedy zmieniono standardy w taki sposób, aby trzoda chlewna miała zapewniony dobrostan na wyższym poziomie. Komfortowe warunki hodowli świń nie spodobały się wielu hodowcom. Sankcją za niespełnienie wymogów jest odcięcie od dotacji, a także kary pieniężne nakładane przez inspekcję weterynaryjną. Minimalne standardy określone w ustawie o ochronie zwierząt oraz w rozporządzeniu w sprawie minimalnych warunków utrzymania poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich to obowiązki, które zostały nałożone przez ustawodawcę na rolników, aby zapewnić zwierzętom odpowiednie traktowanie i zapobiec nadużyciom. Nie oznacza to, że hodowca świń nie może zapewnić im lepszych warunków. Z taką postawą spotykamy się jednak rzadko, bo przy aktualnych cenach sprzedaży hodowców zwyczajnie na to nie stać. Tekst: Magdalena Lisek Post Views: 6 820

- W kraju trwa poszukiwanie tucznika do rzeźni. Wiele zakładów proponuje stawki powyżej tej, proponowanej przez niemiecki VEZG - mówi Bartosz Czarniak, hodowca świń oraz rzecznik prasowy Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej "Polsus"dodając:

Prowadzę wraz z żoną Zofią oraz synem Michałem gospodarstwo rolne o powierzchni 30 ha. Główną produkcją jest uprawa zbóż oraz hodowla trzody chlewnej. Hodowlę zarodową trzody chlewnej prowadzę od 2003 r. Obecnie pod kontrolą użytkowości jest 60 loch rasy polskiej białej zwisłouchej, od których odchowuję loszki i knury rasy pbz oraz 15 loch rasy duroc, od których odchowuję czystorasowe knury rasy duroc i knury mieszańce duroc x pietrain. Materiał hodowlany (loszki i knurki) do dalszej hodowli utrzymywany jest w dużych kojcach tradycyjnych na ściółce, przez co mają dużo miejsca. Do rozrodu używam pochodzących z importu wysokiej jakości knurów. Ze względu na dobry materiał hodowlany biorę udział w wystawach zwierząt hodowlanych krajowych i regionalnych.

5 grudnia w Poznaniu odbyło się uroczyste podsumowanie IX edycji prestiżowego Konkursu „Producent Trzody Chlewnej Hodowca Trzody Chlewnej 2013 r.”, organizowanego przez redakcję Liczba ognisk ASF w województwie podkarpackim wzrosła do 54. Tylko w samym powiecie mieleckim służby potwierdziły aż 51 gospodarstw dotkniętych tą chorobą, w których znajdowało się łącznie 3514 świń. - Dużo jest powiedziane o pomocy dla rolników i bardzo dobrze, niech ta pomoc płynie szerokimi strumieniami. Ja prowadzę produkcję trzody chlewnej trzecie pokolenie tj. od 62. roku. Mogę tylko powiedzieć, że to, co się dzieje na terenie powiatu mieleckiego, nie śniło się nikomu - mówił dla portalu Wojciech Naprawa, przewodniczący powiatowy Podkarpackiej Izby Rolniczej. Powiat mielecki w tym roku jest niechlubnym rekordzistą liczby ognisk ASF w Polsce. ASF. Kolejne ognisko w powiecie mieleckim Główny Inspektorat Weterynarii wyznaczył 105. ognisko afrykańskiego pomoru świń w Polsce w 2021 roku. Ognisko ASF nr 2021/105 zostało wyznaczone 24 września na podstawie wyników badań laboratoryjnych otrzymanych z PIWet - PIB Puławy.... - Patrząc 5 lat do tyłu, patrzyliśmy na Podlasie, gdzie rozprzestrzeniał się ASF. My tutaj na naszym terenie myśleliśmy, że to jest daleko. Nie wierzyliśmy, że kiedyś może to dojść do nas - mówił dla portalu Wojciech Naprawa. Liczba ognisk ASF w powiecie mieleckim w tym roku doprowadziła do bardzo dużego zmniejszenia liczby gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną. - Kiedyś, jeszcze przed wprowadzeniem identyfikacji zwierząt, mieliśmy tutaj 4 tysiące gospodarstw. Jeszcze przed wystąpieniem ASF było ich w granicy 1200-1300. Jak po wszystkim zostanie ich 400 to będzie bardzo dobrze, bo wierzcie mi, nikt nie wróci do tej skali. Małe gospodarstwa nie powrócą już do produkcji i musimy mieć tego świadomość - komentował dla portalu Wojciech Naprawa. Radny podkreślił, że on jeszcze utrzymuje trzodę chlewną w swoim gospodarstwie. Wielu rolników nie ma jednak takiej możliwości. - Każde to gospodarstwo było u nas potrzebne, bo małe gospodarstwo, które ma mało świń, poszło w kierunku rolniczego handlu detalicznego i wiązało z tym przyszłość produkując zdrową żywność - mówił dla Wojciech Naprawa dodając: - Ci ludzie nie mają przyszłości. Nawet ten rok czy dwa lata. Jak żyć przez ten okres? Muszą pójść do pracy, a jak pójdą do pracy to już do hodowli trzody chlewnej nie wrócą. Więcej informacji na temat hodowli trzody chlewnej znajdziesz w najnowszym wydaniu magazynu "Hoduj z Głową Świnie". ZAPRENUMERUJ
\n\n\n \n hodowca trzody chlewnej dawniej
.