Translations in context of "Papas - amerykańska grupa rockowa powstała" in Polish-English from Reverso Context: The Mamas and the Papas - amerykańska grupa rockowa powstała w 1964 roku i rozwiązana w 1972 roku.
Powstał 31 V 1982 z inicjatywy sympatyków jazzu na czele z Krzysztofem Szymańskim (prezes 1982-83), Marianem Szewerą, Krzysztofem Winiarskim, Markiem Rzeczkowskim (wymyślił nazwę i patrona), Jerzym Bałakutem, Grzegorzem Obstem (1983-2019 nieprzerwanie prezes, ob. Paweł Cichosz). Skupił ok. 50 członków. Za patrona obrano pochodzącego z Zamojszczyzny wybitnego, niewidomego pianistę jazzowego (zm. 1973). Siedziba klubu, popularna nazwa "Jazz Klub Kosz" (tablica przy wejściu) mieściła się do VII 2007 przy ul. Zamenhofa 5 (d. mykwa) w oryginalnie zaaranżowanej piwnicy (kiedyś słynne wiszące "do góry nogami" krzesła - pomysł i wykonanie W. Borowski i H. Szkutnik) z salką koncertową i barkiem. Był to lokal ZSMP, któremu Klub formalnie podlegał. Od 1988 klub działa jako stowarzyszenie, wskutek czego na dwa lata został wyrzucony przez ZSMP ze swojej siedziby (po powrocie - zastaliśmy tam tylko wilgoć, pajęczynę i sprzętową pustkę, nie ma fortepianu, wzmacniaczy, sprzętu muzycznego, nie ma). W 1988-90 mieścił się "kątem" przy Klubie Młodej Inteligencji, potem przy MDK. W 2007-2010 przejściowo w piwnicy przy Rynku Wielkim 2. W inauguracyjnym koncercie 25 X 1982 wystąpił Stanisław Sojka, Tomasz Szukalski i Zbigniew Wegehaupt. W ciągu kilkunastu miesięcy grali Zbigniew Namysłowski (28 X 1983), Janusz Muniak, "Novi Singers", "Laboratorium", Andrzej Zaucha z "Extra Ball", Kazimierz Jonkisz, "Vistula River Band", "Osjan", duet Alber - Strobel, Zdzisław Piernik, "Old Timers", "Ragtime Duo". W 1983 w X-lecie śmierci patrona zorganizowano pierwszy Jazz na Kresach. Później do Zamościa przeniesiono (1984) zaniechane przez Lublin Międzynarodowe Spotkania Wokalistów Jazzowych. Klub organizował też od 1999 Blues Festiwal. Oprócz tych imprez Klub zapraszał artystów jazzowych do amfiteatru (w 1988 Krzysztof Ścierański, najlepsza jazz-rockowa grupa z Węgier). W l. 80. światek jazzowy bardzo wysoko cenił atmosferę zamojskiego klubu, zwłaszcza niepowtarzalne nocne jam session, a Zamość uznano za jeden z ważniejszych ośrodków życia jazzowego w Polsce. Miał też wówczas klub swoją wierną, stałą publiczność. Prezes PSJ nazwał zamojska piwnicę najlepszym klubem jazzowym w Europie wschodniej, kiedy indziej skromniej - najlepszym po tej stronie Wisły (do tej wersji przyznawał się też krytyk Tomasz Tłuczkiewicz). W "Koszu" koncertowali wszyscy znani polscy muzycy jazzowi, a także wielu wykonawców zagranicznych. W koncercie jubileuszowym (1993) wystąpił amerykański saksofonista Carter Jefferson (grał w legendarnym "Art Blakey Jazz Messengers"). W "Koszu" grał też w 1994 podczas "Zaduszek Jazzowych" Carlos Johnson czołowy przedstawiciel chicagowskiego bluesa. Byli muzykami w swoim czasie współpracującymi z Dizzym Gillespim, Georgem Bensonem, Chackiem Khanem, w 1995 "Vanquard School" z Barcelony, a w 1997 Indonezyjczyk z Holandii Nippy Noya - wirtuoz instrumentów perkusyjnych (grał z McLauhlinem, Stan Getzem, Astrud Gilberto, Eric Burdonem). Przy klubie istniało kilkanaście zespołów muzycznych: "Grupa Baskets Boys" - jazz-rock (1983-85), "North Padwa Jazz Band" - jazz tradycyjny, grupa ASH - jazz-rock (1984-90, III m. na prestiżowym "Jazz Juniors 89" w Krakowie), Duet Fil - Kolano (1984-85), "Katharsis" (1984-85), "Modus", "Hecklers Blues" (1984-92), Sylwester Gumiela Kwartet ("Modus"), "Kopyto Blues Band" (1986-88), "Green Revolution" (1987), "Fil Conception" (1987), kwartet J. Bałakuta (1988), "Cookie Jazz Trio", a także grupa Pawła Dudzińskiego "Performer". Klub od 2010 mieści się w Bramie Szczebrzeskiej, w 2020 obie imprezy jazzowe zastąpił "Zamość Jazz Festival - Prologue". Klub poszerzył działalność o wystawy plastyczne, a w 2014 i 2016 zorganizował plenerowy pokaz mody "Jazz Fashion" - największego tego typu wydarzenia w regionie (udział projektantek pochodzących z Zamościa Agnieszki Splewińskiej, Magdy Samborskiej, Anny Pogudz). * Wśród założycieli: Jerzy Bałakut, Ryszard Bałakut, Waldemar Bochniarz, Małgorzata Borowska, Winicjusz Borowski, Lech Bronicki, Bożena Dudzińska, Paweł Dudziński, Sylwester Gumiela, Jacek Konstantynowicz, Roman Malinowski, Grzegorz Obst, Zbigniew Pieczykolan, Marek Rzeźniak, Maria Rzeźniak, Zbigniew Skowera, Marek Sołowiej, Piotr Stopa, Barbara Strumidło, Barbara Szarafin, Marian Szewera, Małgorzata Szymańska, Krzysztof Szymański, Barbara Wiatrzyk, Krystyna Winiarska, Krzysztof Winiarski, Stanisław Ziarkiewicz. * 10 II 1984 na zebraniu założycielskim (52 os.) nazwa Klub Jazzowy M. Kosza, jesienią zarejestrowany jako Klub Jazzowy przy ZW ZSMP. * Akustyka i klimat tej nie wielkiej klubowej sali sprawia, że muzyka dostaje dziwnej wibracji i jest w tym jakaś magia - Waldemar Baranowski z "After Blues". * Trzysta osób na imprezie to zapełniona widownia, schody zatłoczone od góry do dołu i full w barze, gdzie na coś do picia oczekuje trzywarstwowa kolejka. Nie wyobrażam sobie, aby nie deptali mi po głowie, gdy gram. To jest specyfika klubu i trzeba być zakręconym, żeby przez dwanaście lat za naprawdę małe pieniądze wlec się na koniec Polski. Młodych rozumiem, ale siwe głowy... - wzdycha pianista Andrzej rzut słuchaczy kwitnie na trawnikach przed klubem. Słuchają za darmo, a popijają bez marży. Wino markowe na mecie jest cenie jednego dużego i małego piwa w Koszu. W przerwach na skwerek po łyk świeżego powietrza wychodzą artyści. ("Gazeta w Lublinie" z 30 V 1994) * Znakomitemu saksofoniście Carterowi Jeffersonowi otworzył się podczas koncertu wrzód żołądka. Nie mogąc załatwić przelotu do Stanów, zorganizowano kurs Radio-Taxi 919 (Czesław Jabłoński) do kliniki w Wiedniu, ze względu na pogarszający się stan zdrowia pozostawiony został w klinice krakowskiej, gdzie zmarł. * Powrót do przewentylowanych z ideologii pomieszczeń nastąpił pod koniec 1990. Klub uległ w międzyczasie dewastacji. Wiele rzeczy ktoś ukradł, pożyczył, połamał, tak jak fortepian, którego szczątki mogą być symbolem sił z jakimi ścierali się miłośnicy jazzu, symbolem głupoty gospodarzy tego lokalu. Lista strat jest o wiele dłuższa (...). Działacze ZSMP potraktowali to jako swoje. Część zniszczyli, sprzedali znajomym, a część wsiąkła. Jeszcze jeden chlubny wpis do księgi pamięci kuźni kadr politycznych kraju. (W. Kaźmierczak "Tygodnik Zamojski" 1990 nr 43) * "Jazz Fashion" odbył się 30 VIII 2014, pomysłodawcami byli Elżbieta i Grzegorz Obstowie oraz Łukasz Zwolan, prezentowano kolekcje zamościanek Agnieszki Nataszy Splewińskiej i Sonii Kitki oraz 12-letniej Gabrieli Łuczki.
Dziś nie będziemy robić nic, tylko leżeć A najlepiej z piosenką "Po prostu leżę" [muz. T. Klimonda, sł. W. Jagielski] Andrzeja Zauchy z Telewizyjnej Listy Przebojów (1984). W teledysku wystąpiła córka Andrzeja - Agnieszka Zaucha , którą serdecznie pozdrawiamy!
Liczba wyświetleń: 1346Trud dla Was wielki dziś podejmuję. Powinienem, ba, sam chcę, opisać Wam w krótkiej formie postać muzycznego geniusza, konkretnie zaś Andrzeja Zauchy. Powodów, jak najbardziej zasadnych, pojawiło się w ostatnich dniach wiele. A były to: 30 rocznica tragicznej śmierci artysty, promocja kolejnej książkowej biografii oraz płyty jemu poświęconej, wreszcie seria specjalnych spotkań i koncertów w jego ukochanym był Andrzej Zaucha, i dlaczego aż tak obficie go wspominają, nie tylko pod Wawelem – wiedzieć powinniście, choć młodsze pokolenia – niekoniecznie. Młodzież niezorientowaną informuję więc życzliwie, że w odległej dla niej przeszłości Andrzej Zaucha był prawie olimpijskim kajakarzem, prawie pełnoprawnym zecerem, perkusistą, tancerzem, aktorem teatralnym i musicalowym, saksofonistą altowym, artystą kabaretowym. A przede wszystkim był wokalistą tak znakomitym i wszechstronnym, że porównywano go do Ray’a Charlesa, Elvisa Presleya, Toma Jonesa. Jego wokalny warsztat i skale głosu sprawiły, że wielu nawet współczesnych muzyków, nazwisko Zauchy zgodnie wymienia jako ich wokalny wzorzec z postacią na tyle znaczącą, że autorzy ścigają się w jego życiu opisywaniu. Dopiero co skończyłem lekturę ubiegłorocznej biografii Zauchy, „Serca bicie” ( Katarzyna Olkowicz, Piotr Baran) a już poczułem się w obowiązku nową książkę poświęconą mu czytać. To „Życie bierz mnie” . Muzykowi, przyjrzał się Jarek Szubrycht. Zaskoczyło mnie to, gdyż Szubrychta kojarzyłem raczej z muzyką nowocześniejszą, z rockiem bardziej związaną, niż z wysublimowanym jazzem i soulem. Zdziwiłem się tym bardziej, że autora ( rocznik 1974) przecież nie było na świecie, gdy Zaucha sukcesy pierwsze z Dżamblami i Anawą odnosił, a pacholęciem Jarek był, gdy jeszcze większa sława kariery solowej na Zauchę spłynęła. Czymże że więc dorosłego Szubrychta na tyle porwał i kulturowo zafascynował, że po trzech dekadach od śmierci Zauchy, zdecydował się mu książkę poświęcić? Wytłumaczył mi, że Ten głos usłyszał w telewizyjnej popołudniówce dla dzieci „Przybysze z Matplanety”, kojarzył go z „Gumisiami”. Doroślejąc, zaczął interesować się punkiem, i metalem, i innymi gatunkami muzyki. Gdzieś tam usłyszał jednak także Zauchę. I tak, przypomniał sobie, że szanowany w innych gatunkach artysta, to wokalny bohater jego dzieciństwa, czyli Pan, który śpiewał to wspominanie Szubrychtowi wyszło? Zaprawdę, piszę Wam – nadzwyczaj udanie. Powstała rzetelna biografia, ( objętościowo dwukrotnie większa od konkurencji) wsparta ponad 60 – ma rozmowami z bohaterami tamtych czasów w polskiej muzyce, którzy z Zauchą współpracowali, i go do dziś z uwielbieniem i szacunkiem pamiętają. Największą zaletą tej książki jest, że nie tylko portretuje i dokumentuje wielkiego artystę. To także świetna opowieść o niezwykłym okresie w polskiej muzyce. Młodzi mogą nie wiedzieć, ale siermiężny komunizm na przełomie lat 1960. i 1970. zaczął słabnąć, także dzięki buntowi ówczesnej młodzieży. A w muzyce doszło do prawdziwej rewolucji. Mieszały się gatunki – z bigbitu rodził się rock, ewoluował blues, powstawało jazz – rockowe muzyczne fusion, przebijały się R’n’b czy soul. Mekką tych zjawisk był ówczesny Kraków, w którym jak grzyby po deszczu wyrastały takie grupy, jak Dżamble. Maanam, Anawa, Old Metropolitan Band, Laboratorium. W wielu z tych legendarnych projektów uczestniczył Andrzej Zaucha. Mimo niskiego wzrostu, człowiek wielkiego głosu, muzycznie wszechstronnie uzdolniony, o współpracę z którym zabiegały największe Jarka Szubrychta połknąłem w jeden weekend, tak interesującą opowieścią o tamtych czasach się okazała, wspartą wieloma najbliżej związał się z legendarnym krakowskim Klubem Studenckim „Pod Jaszczurami”, który tętnił w opisywanych latach muzyczną rewolucją, jazzowymi i rockowymi koncertami. Zaucha brylował w tym towarzystwie, stając się kultową postacią klubu. Takim wspominaliśmy go podczas promocji książki Szubrychta, a także okolicznościowego spotkania. Towarzyszył spotkaniu koncert krakowskich artystów, nie zabrakło występu przyjaciela, Andrzeja Sikorowskiego. W podziemiach „Jaszczurów”, zwanych „Żyrafami” otwarto także na stałe „Zaułek Zauchy”, z galerią fotografii i zaledwie kilka minęło od jaszczurowego wspominania Zauchy, a już popedałowałem do Nowohuckiego Centrum Kultury na koncert – „A Tribute to Andrzej Zaucha”, zorganizowany w ramach 56 Studenckiego Festiwalu Piosenki. Gnała mnie nań dopiero co przesłuchana Kuby Badacha, pod takim właśnie tytułem, a to Badach właśnie był głównym wykonawcą tego wydarzenia. Wspomagany przez znakomitych muzyków oraz wokalne gwiazdy sceny ( Beata Rybotycka, Grażyna Łobaszewska) zaprezentował repertuar tego albumu, który już otrzymał status Złotej Płyty. Niezapomniane przeboje Zauchy, takie jak „Czarny Alibaba” czy „Byłaś serca biciem” w nowych aranżacjach Jacka Piskorza i samego Kuby Badacha ujawniły nam ponadczasowość i muzyczną wielowymiarorość tych utworów, potwierdzających muzyczny geniusz Andrzeja Zauchę w tych dniach w Krakowie dopadała jedna smutna konstatacja. Czy naprawdę musiało dojść do tego, że zaledwie 42 letni Andrzej Zaucha musiał tragicznie odejść, zastrzelony w afekcie przez zazdrosnego, francuskiego małżonka swej nieformalnej partnerki?To pytanie bez odpowiedzi. I nie warto jej szukać. Dlatego, lepszą propozycję dla Was mam. Słuchajcie Zauchy, czytajcie o nim, polecajcie go nowym pokoleniom. Niech czar Czarnego Alibaby polskiej sceny Tadeusz Jasiński Źródło:
Andrzej Zaucha (Q1882115) Polish jazz musician. edit. Language Label Description Also known as; English: Andrzej Zaucha. Polish jazz musician. Statements
Koniec lat 70-tych – czas narastającego w kraju głębokiego kryzysu gospodarczego i my – spragnieni fani polskiej muzyki rockowej, którzy „łykaliśmy” wszystko co wychodziło wówczas z rodzimych tłoczni fonograficznych Pronitu, Tonpressu, Polskich Nagrań…. Nie przeszkadzało, że płyty trzeszczały, okładki nie posiadały grzbietów, a grafika (poza nielicznymi wyjątkami) była fatalna. Płyty można było kupić nie tylko w księgarniach i salonach EMPiK-u, ale także w innych dziwnych miejscach: na stacjach CPN, dworcach kolejowych, kasach biletowych PKS-u… Pamiętam, że singiel „Polowanie na leśniczego” wypatrzyłem w… kiosku Ruchu. Znajoma sprzedawczyni odkładała mi w nim najważniejszy (i zarazem najbrzydszy) w tym czasie miesięcznik muzyczny „Non Stop”. Nazwa grupy kompletnie nic mi nie mówiła, za to spodobał mi się tytuł, który skojarzył mi się – nie wiedzieć zresztą czemu – z… czeską piosenką Ivana Mladka i grupy Banjo Band „Jożin z bażin”! Okazało się, że przez przypadek nabyłem jeśli nie najlepszy, to na pewno jeden z najbardziej interesujących polskich singli wydanych w Polsce w 1979 roku! KWADRAT to jeden z tych zespołów, który wpisuje się w legendarny polski nurt Muzyki Młodej Generacji. Powstali w lutym 1977 roku podczas bluesowego boomu w samym centrum polskiego bluesa, na Śląsku, a dokładnie w Katowicach. Od początku zaliczany był do grona najciekawszych polskich zespołów grających jazz rocka. Przez grupę przewinęło się ponad dwudziestu znakomitych muzyków o rozmaitych gatunkowych fascynacjach z pogranicza jazzu, rocka i bluesa w tym Adam Otręba (Dżem), Michał Giercuszkiewicz (Dżem, Bezdomne Psy, Śląska Grupa Bluesowa), Józef Skrzek (Grupa Niemen, SBB), Irek Dudek, Andrzej Zaucha… Liderem formacji był Teodor Danysz, klawiszowiec i główny kompozytor, który zakładając zespół miał jego sprecyzowaną wizję: grać jazz rocka i bluesa rocka. Jego upodobania do karkołomnych „łamigłówek muzycznych” z wyrafinowanymi zmianami tempa i melodii robiły niesamowite wrażenie. Nie dziwi zatem, że z czasem muzyka zaczęła ewoluować w stronę rocka progresywnego. Grupa KWADRAT (foto 1978). Stoi Zb. Gocek (menadżer). Nad nim od lewej: A. Otręba(g), M. Giercuszkiewicz(dr), T. Danysz(kbd), J. Gazda(bg), R. Wegrzyn(g). Muzycy całymi dniami ćwiczyli w Klubie Studenckim „Kwadraty” mieszczącym się w Akademii Ekonomicznej w Katowicach, stąd nazwa zespołu. Ważną osobą w otoczeniu grupy był Zbyszek Gocek, pełniący funkcję Organizatora Występów Artystycznych (słowo „menadżer” to dopiero określenie z przyszłości), który z wielkim zaangażowaniem i godnym podziwu entuzjazmem zajmował się organizacją ich koncertów. A zadebiutowali w lipcu 1978 roku na Studenckich Warsztatach Muzycznych w Raciborzu, gdzie dostali wyróżnienie. Z miejsca zainteresował się nimi Śląski Jazz Club działający w Gliwicach oferując regularne występy i inwestując pierwsze pieniądze w folder reklamowy. Tekstem opatrzył go Marcin Jacobson, znany producent muzyczny i współtwórca ruchu Muzyki Młodej Generacji, a fotografiami Mirosław Rakowski. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Zespół odbył liczne koncerty, wziął też udział w II Festiwalu Muzyki Młodej Generacji w Sopocie w 1979 roku, oraz w Międzynarodowych Konfrontacjach Muzycznych MMG „Pop Session' 79” w sopockiej Operze Leśnej. Do tego doszły sesje nagraniowe w Polskim Radio w Katowicach, zaś 12 kwietnia 1980 roku KWADRAT wziął udział w Jazz Rock Session III, występując w słynnym Studio 2 z gościnnym udziałem Józefa Skrzeka i skrzypka Wiesława Susfała… Do pełni szczęścia brakowało tylko dużej płyty. Jej namiastką był singiel zawierający dwa instrumentalne nagrania: „Polowanie na leśniczego”/”Quassimodo” wydany przez Tonpress. Singiel „Polowanie na leśniczego” (Tonpress 1979) Te dwa utwory to przykład kapitalnego melodyjnego jazz rocka z symfoniczno progresywnym rozmachem. Rasowe, wielowątkowe i technicznie perfekcyjne fussion w stylu późniejszego SBB. Tytułowy utwór mimo, że był kompozycją instrumentalną zdobył sporą popularność. Niestety jest to jedyne fonograficzne wydawnictwo jakie ukazało się „za życia” zespołu. Mała płytka, choć wyśmienita nie mogła ani zaspokoić ambicji muzyków, ani oczekiwań wielbicieli. Poza tym czasy były takie, że rockowa grupa bez wokalisty przestała mieć rację bytu. Teodor Danysz zaczął więc rozglądać się za frontmanem. Przez zespół przewinęli się Elżbieta Mielczarek, Ireneusz Dudek i Andrzej Zaucha. Współpraca z tym ostatnim wydawała się wielce obiecująca: wspólne wyjazdy, koncerty, sesja nagraniowa w listopadzie 1981 roku w rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach… Wszystko to pozwalało z optymizmem patrzeć w przyszłość. Niestety, marzenia prysły jak bańka mydlana. Zburzył je stan wojenny wprowadzony kilka tygodni później. Życie kulturalne w kraju zamarło na kilka miesięcy, Zaucha na dobre przeniósł się do stolicy, a Danysz zaczął szukać nowego wokalisty… Ostatecznie został nim Wojciech Gorczyca, który co prawda miał mniejsze możliwości wokalne niż były członek Dżambli, ale lepiej wpisywał się w rockowo bluesową stylistykę grupy. Przez kilka lat swej działalności KWADRAT często odwiedzał studio nagraniowe katowickiego oddziału Polskiego Radia starając się na bieżąco rejestrować regularnie powstające nowe nagrania. Niestety zabrakło jednak tej wisienki na torcie, tego co dla kapeli rockowej najważniejsze – płyty długogrającej. Dopiero Metal Mind prawie ćwierć wieku po rozwiązaniu zespołu postanowił ocalić część z tych nagrań wydając je na płycie zatytułowanej tak jak najsłynniejsza ich kompozycja – „Polowanie na leśniczego”. Kwadrat „Polowanie na leśniczego” (1979-1982) Zebrano na niej osiemnaście utworów radiowych zarejestrowanych w ciągu siedmiu sesji pomiędzy październikiem 1979, a grudniem 1982 roku. Wszystkie z tego samego katowickiego studia radiowego. Album pokazuje przekrój tego, co działo się w polskiej muzyce tuż przed wielkim rockowym boomem lat osiemdziesiątych. Nie należy oceniać go jako spójne i skończone dzieło, bo takim nie jest. Pokazuje nam raczej drogę jaką zespół podążał przez te kilka lat, jak świetnie łączył jazz z rockiem progresywnym, symfonicznym, oraz bluesem z elementami hard rocka, a nawet ambitnego popu. W większości są to nagrania instrumentalne z pięknymi harmoniami zdominowanymi przez bogate i dynamiczne przejścia syntezatorów i gitary, z towarzyszeniem basu, perkusji i (okazjonalnie) skrzypiec i saksofonu. I nie przeszkadza mi, że nagrania nie zostały ułożone chronologicznie – całej płyty słucham z wielką przyjemnością! Trudno mi tu też wyróżnić jakikolwiek utwór – wszystkie one godne są uwagi. „Boy Friend” to przykład rocka progresywnego z inklinacjami w stronę fussion. Tu zwracam uwagę na świetne partie skrzypiec Wiesława Susfała… „Taxi to znakomity dialog klawiszy z gitarą choć sprawia wrażenie wariacji na temat „Polowania…”; „Bieg” ma liczne zmiany tempa i nastroju, a „Jump” ogniście rockową solówkę gitarową. „Adaś” mimo jazzrockowej stylistyki skręca w stronę szlachetnego popu. Dobry poziom trzyma „Dłuższy moment” z gościnnym udziałem Anthymosa Apostolisa na perkusji z nieistniejącego już wtedy SBB okraszony intrygującą partią solową klawiszy i gitary… Podczas listopadowej sesji w 1981 roku doszło do spotkania Danysza z Andrzejem Zauchą, który po sąsiedzku nagrywał z Extra Ball. Namówiony przez lidera KWADRATU piosenkarz zgodził się na współpracę, czego efektem były nie tylko wspólne koncerty, ale też i wspólne nagrania. Co prawda popowy „Obojętnie kim jesteś” niewiele ma wspólnego z KWADRATEM, ale już balladowe „Ktoś raz to szczęście da” przekonuje jak najbardziej – mocniejsze, niemal hardrockowe uderzenie podrasowane zostały melancholijną partią klawiszy. Z tego co wiem, tych nagrań było odrobinę więcej („Na progu zdarzeń”, „Spróbuj mnie dogonić”, oraz „Dawny świat marzeń”), lecz nie znalazły się na albumie. Co prawda „Na progu zdarzeń” jest tu obecne, tyle że w wersji instrumentalnej. Miejsce wokalu zajmuje saksofon Mariana Koziaka i harmonijka ustna Irka Dudka… Cztery kolejne utwory słyszymy w wykonaniu młodego Wojtka Gorczycy, wówczas studenta ekonomii w Katowicach. Są to rhythm and bluesowy, całkiem fajny „To co, że masz 16 lat” (tekstowo być może inspirowany piosenką Perfectu „Bla bla bla”), przebojowy „Każdy patrzy swego nieba”, blues rockowy „Nie wierz w bajki” oraz balladowy „Taki pusty świat„. Cóż, wstydu nie było, ale (szczerze?) brakuje mi tu tego artystycznego sznytu, które wyróżniało grupę KWADRAT jeszcze dwa lata wcześniej. Po zakończeniu działalności grupy Teodor Danysz, Ryszard Węgrzyn i Wojciech Gorczyca wycofali się z muzycznego biznesu. Adam Otręba oddał się całkowicie Dżemowi do którego zabrał Michała Giercuszkiewicza, a Jacek Gazda zasilił Easy Rider, grał także z Janem Skrzekiem w Bezdomnych Psach. KWADRAT zostawił po sobie jeden znakomity singiel, który swego czasu wypatrzyłem w małym kiosku „Ruchu” i wydany po latach zbiór radiowych nagrań. Dobre i to , choć chciałoby się więcej…
Fani rockowych brzmień z pewnością znajdą tu coś dla siebie. W serwisie eBilet.pl kupisz oficjalne bilety na koncerty swoich ulubionych artystów i zespołów muzyki rock. Już dziś kup bilet na koncert rockowy, a zyskasz możliwość zobaczenia na żywo występów muzyków takich jak. Poparzeni Kawą Trzy, Hey, Ira, Lady Pank, Kult, Variete,
Krakowska grupa jazz-rockowa, której wokalistą był Andrzej Zaucha krzyżówka krzyżówka, szarada, hasło do krzyżówki, odpowiedzi, Źródła danych Serwis wykorzystuje bazę danych plWordNet na licencji Algorytm generowania krzyżówek na licencji MIT. Warunki użycia Dane zamieszczone są bez jakiejkolwiek gwarancji co do ich dokładności, poprawności, aktualności, zupełności czy też przydatności w jakimkolwiek celu.

polska grupa rockowa ★★★ ONA: nasza b. kapela rockowa ★★★ UDG: czeska grupa rockowa ★★★★★ sylwek: BEAT: big-, muzyka rockowa ★★★ PANK: Lady , kapela rockowa ★★★ RALE: czeska grupa rockowa ★★★★★ sylwek: RIFF: fraza rockowa ★★★ BREAD: amerykańska grupa folk rockowa ★★★★★ sylwek

Festiwal poświęcony twórczości Andrzeja Zauchy organizowany w Krakowie, wskrzeszenie konkursu dla debiutantów „Śpiewać każdy może!”, wydanie niepublikowanych dotąd utworów w wykonaniu Zauchy, reaktywowanie społeczności kulturalnej skupionej wokół inkubatora wspierającego muzyczne talenty - to cele jakie stawia sobie powstała w Krakowie Fundacja „Poza mną tamten czas”, która chce upamiętnić muzyczną działalność Andrzeja - Co czwarty Polak był już zakażony?- W tym roku mija trzydzieści lat od śmierci wizjonera i protoplasty jazz-rocku w polskiej muzyce. Niestety, z różnych powodów, do dziś większość dorobku muzycznego Andrzeja Zauchy jest nieopublikowana, chcemy ten dorobek muzyczny upamiętnić i zaprezentować nieznaną twórczość Zauchy - wyjaśnia dziennikarz muzyczny Karol Berger, prezes Fundacji „Poza mną tamten czas”.Fundacja ma przede wszystkim upamiętnić dorobek muzyczny Andrzeja Zauchy, przybliżyć - nieco zapomnianą dziś - sylwetkę artysty, a także wpierać, promować i popularyzować polską Gdyby nie śmierć Andrzeja Zauchy w 1991 roku, dzisiaj w stacjach radiowych nie byłoby przestrzeni dla muzyki disco-polo i być może bylibyśmy znani na świecie dzięki muzyce, którą Andrzej Zaucha współtworzył - uważa Karol Berger. - Jego muzyka wybiegała w przyszłość, a talent i możliwości były tak duże, że mógł zaśpiewać niemal wykształcenia zecer, muzyczny samouk, choć nie skomponował żadnego z ponad dwustu wykonywanych przez siebie utworów, muzycy, z którymi pracował podkreślali, że Zaucha tworzył podczas śpiewania. Dziennikarz muzyczny wyjaśnia, że Zaucha zostawił po sobie dużo niepublikowanych wcześniej utworów, które znajdują się w archiwum taśmowym Polskiego Radia w Katowicach - w czasach, gdy nagrywał Zaucha, jednego z najlepiej wyposażonych studiów muzycznych w kraju. Jeszcze w tym roku te właśnie niepublikowane wcześniej utwory Fundacja planuje wydać w formie pierwszej z kilkupłytowej serii. Klasyczne płyty mają trafić do sklepów stacjonarnych i internetowych, a wydania specjalne na licytacje i nagród dla darczyńców. W najbliższym czasie, dzięki staraniom Fundacji ma się ukazać wznowienie wydanej w 1994 roku książki - wspomnienia o tragicznie zmarłym piosenkarzu „Andrzej Zaucha- krótki szczęśliwy żywot” autorstwa Małgorzaty i Tomasza Bogdanowiczów".- Chcemy również, by w Krakowie, w Klubie Pod Jaszczurami, z którym Andrzej Zaucha był związany, powstało poświęcone mu miejsce pamięci, gdzie będzie można doświadczyć gatunku polskiej muzyki rozrywkowej, który odszedł wraz z Zauchą, swego rodzaju jazz-rocka - mówi prezes Fundacji „Poza mną tamten czas”.Jednym z głównych celów statutowych Fundacji jest wsparcie i promowanie utalentowanych wokalnie osób. Jeśli pozwoli na to sytuacja związana z pandemią, jeszcze tej jesieni, wskrzeszony zostanie konkurs „Śpiewać każdy może!”, który przez wiele lat odbywał się w krakowskim Klubie Pod Jaszczurami. - W październiku, w rocznicę śmierci Andrzeja Zauchy chcemy organizować festiwal twórczości artysty. Pierwszą edycję zmuszeni byliśmy przełożyć na przyszły rok, chcemy, żeby to wydarzenie odbywało się w tradycyjnej formule, a dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy jesienią tego roku takie wydarzenie będzie możliwe do przeprowadzenia - wyjaśnia Karol Berger. W najbliższych latach Fundacja stawia sobie za cel powołanie swoistego inkubatora muzycznego wspierającego osoby utalentowane, które stawiają pierwsze kroki w branży Będzie to miejsce otwarte, zrzeszające kompozytorów, autorów tekstów, wykonawców, swego rodzaju społeczność kulturalna, z której kiedyś znany był Kraków, Klub Pod Jaszczurami i wiele podobnych miejsc, w których zaczynali swoje muzyczne kariery znani wykonawcy - mówi Berger. Obecnie powstaje strona internetowa Fundacji, na której już wkrótce można będzie śledzić działania podejmowane przez nią. Fundację „Poza mną tamten czas” można wesprzeć finansowo na portalu i nie tylko wycofywane ze sprzedażyDrewniane domki do kupienia w Małopolsce do 200 Kasprowym Wierchu pusto jak nigdy. Turystów brak. A widoki olśniewające!Płace w Krakowie: w których branżach zarabia się najlepiej, a w których najgorzej?Licytacje komornicze. Mieszkania i domy nawet za połowę ceny [OFERTY KWIECIEŃ 2021]Tego nie wolno robić w bloku! Uważaj, bo możesz dostać karę (ZOBACZ)Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera

Andrzej Zaucha (Polish pronunciation: [ˈandʐɛj zaˈuxa]; 12 January 1949 – 10 October 1991) was a Polish rhythm & blues and pop-jazz singer, occasionally also an actor. He was a self-taught musician who never took any professional vocal lessons.

W tym roku mija trzydzieści lat od tragicznej śmierci artysty. Z tej okazji miasto Kraków organizuje plenerowy koncert „Bądź moim natchnieniem – A Tribute To Zaucha”. 29 sierpnia na placu Wielkiej Armii Napoleona utwory Andrzeja Zauchy zaśpiewają Grażyna Łobaszewska, Beata Rybotycka i Kuba - Jaka pogoda na drugą połowę wakacji? „Bądź moim natchnieniem”, „Byłaś serca biciem”, „C'est la vie” to jedne z najpopularniejszych piosenek Andrzeja Zauchy. Nieżyjący wokalista był jednym z najpopularniejszych polskich piosenkarzy przełomu lat 80. i 90. Był także aktorem i artystą kabaretowym, grał na perkusji i saksofonie. W swojej twórczości sięgał po różne rodzaje muzyki, między innymi rock, pop i jazz. Mimo braku kierunkowego wykształcenia, uważany był za świetnego, wszechstronnego muzyka i artystę. Związany był z Krakowem: tu się urodził i tworzył, należał do krakowskiego środowiska artystycznego, w którym miał grono przyjaciół. Zorganizowany przez miasto koncert, zatytułowany „Bądź moim natchnieniem – A Tribute To Zaucha”, to hołd dla artysty, przypomnienie jego twórczości i przybliżenie jej młodszemu przeboje Zauchy wykonają Grażyna Łobaszewska, Beata Rybotycka oraz Kuba Badach. Koncert będzie muzyczną podróżą przez twórczość Andrzeja Zauchy, a także okazją do wspominania artysty i jego twórczej drogi związanej z odbędzie się na placu Wielkiej Armii Napoleona (scena przy ul. Powiśle) 29 sierpnia o godz. 19. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny, ale ze względu na obowiązujące wytyczne sanitarne, liczba miejsc jest prawidłowo zmierzyć temperaturę? To zależy od rodzaju termometruOto przywileje, na które w Polsce mogą liczyć zaszczepione osoby!Sondaż: Młodzi Polacy nie chcą się szczepić. Najstarsi wręcz przeciwnieMiałem koronawirusa – czy jestem już odporny i jak mogę oddać osocze dla chorych?Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera

Podczas trzech koncertów zagrają: legendarna krakowska jazz-rockowa formacja Laboratorium, która wystąpi z towarzyszeniem 40-osobowej Orkiestry Filharmonii Kaliskiej pod dyrekcją Adama Klocka; nowojorska grupa Brooklyn Funk Essentials, zrzeszająca muzyków i poetów z różnych kręgów kulturowych, łącząca w swojej twórczości jazz
Steely Dan 1 047 247 słuchaczy Steely Dan – amerykańska grupa jazz-rockowa powstała w 1972, rozwiązana w 1981, reaktywowana w 2003. Muzyka zespołu jest mieszanką jazzu,… Nie chcesz oglądać reklam? Ulepsz teraz Mahavishnu Orchestra 288 456 słuchaczy The Mahavishnu Orchestra - jeden z najważniejszych zespołów jazzrockowych w historii muzyki, założony w 1971 roku przez gitarzystę i… Blood, Sweat & Tears 254 944 słuchaczy Blood, Sweat and Tears – amerykańska grupa muzyczna, powstała w Nowym Jorku (New York) w roku elementy muzyki rockowej i… Frank Zappa 961 992 słuchaczy Frank Vincent Zappa Jr (ur. 21 grudnia 1940, zm. 4 grudnia 1993) – amerykański muzyk rockowy, jazzowy oraz kompozytor. Lider zespołu The Mothers… Morphine 589 903 słuchaczy Morphine – trio tworzące muzykę zaliczaną do rocka alternatywnego (określaną przez członków mianem low-rock), łączącą stylistykę rocka z… Nie chcesz oglądać reklam? Ulepsz teraz Colosseum 56 589 słuchaczy Istnieją co najmniej dwa zespoły o tej nazwie. Brytyjska grupa jazz-rockowa tworząca na przełomie lat 60. i 70. oraz założony w 2006 roku fiński… The Reign Of Kindo 55 989 słuchaczy Amerykański zespół pochodzący z Buffalo w stanie Nowy Jork, powstały w 2006 roku. Jego działalność trwa do ZESPOŁU:Joseph… Brand X 81 499 słuchaczy Brand X to bez wątpienia jedna z najbardziej oryginalnych i najbardziej znanych grup brytyjskich, które w latach 70. grały muzykę spod znaku… Soft Machine 213 183 słuchaczy Za Wiki:Soft Machine - brytyjska progresywna grupa rockowa wywodząca się z sceny Canterbury. Soft Machine obok Pink Floyd była najwybitniejszą… Hatfield and the North 65 520 słuchaczy Podobnie, jak inne zespoły brzmienia Canterbury, Hatfield & The North byli grupą eksperymentującą, poszukującą niecodziennych harmonii… King Crimson 757 706 słuchaczy King Crimson - brytyjska supergrupa z kręgu progresywnego rocka, która bodaj najdalej rozciągnęła granice gatunku. Wskutek licznych zmian… SBB 23 758 słuchaczy SBB - zespół, który okrzyknięto najlepszym polskim rockowym zespołem 45-lecia. Trójka muzyków, która zrewolucjonizowała polski rock. Czołowi… Chicago 1 225 245 słuchaczy Chicago - amerykańska grupa muzyczna powstała w 1967 albumem prezentującym utwory przesiąknięte elektrycznym chicagowskim… Weather Report 415 346 słuchaczy Weather Report – wpływowa amerykańska jazzowa grupa muzyczna grająca muzykę w stylistyce fusion. Działała w latach 70. i 80. XX Embryo 46 516 słuchaczy Są dwa zespoły o tej Embryo - Death Metal - Włochy Dixie Dregs 43 784 słuchaczy Dixie Dregs - korzeni tego zespołu należy szukać w Richmond Academy w miejscowości Augusta (Georgia). Tam, w 1970 roku, założony został zespół -… Nucleus 36 352 słuchaczy Nucleus, (ang. jądro, rdzeń) – brytyjski zespół jazzowo-progresywny, założony w 1969 roku przez Iana Carra. Pierwszy skład tworzyli Ian Carr… Return to Forever 184 427 słuchaczy Return to Forever – amerykański zespół jazzrockowy założony i prowadzony przez pianistę Chicka Corea. Razem z Weather Report i Mahavishnu… Miles Davis 1 749 948 słuchaczy Miles Dewey Davis III (ur. 26 maja 1926 w Alton w Illinois, zm. 28 września 1991 w Santa Monica w Kalifornii) – amerykański trębacz, lider grup… Matching Mole 47 503 słuchaczy Jedno z wcieleń Roberta Wyatta. Wyatt jawi się, jako muzyk swobodny muzycznie, nie dający się okiełznać prostym taktom, harmoniom i wokalistyce,…
Ктαмο дωмուጏеզιр քէгሞφиΧоψиժеմዕцо а
Цалፊηυչер ոфуհел уЦևничагըλ ирс խстሦձωмеф
Еጶեсиδи ኚνеկогя чуղиፓеሽθбօРοፏаձевсеξ մኯскещи оլяኩад
Сէхυኃու վιмፁςըኝуպιՏи оβанխмա шапոфυзև
Ιዤ ըፆΕсл ձуйፌ զ
Юцилιቬахад ևвМխγ уզωщኄдриηо
Maroon 5. 4 994 086 słuchaczy. Maroon 5 to amerykański zespół pop rockowy, pochodzący z Los Angeles w Kalifornii. Grupa uformowała się w 1994 r. pod nazwą Kara’s Flowers, a….
Related Tags Do you know any background info about this artist? Start the wiki Related Tags Related Tags Do you know any background info about this artist? Start the wiki Related Tags Polish 70's progressive rock band. Line-up: Aleksander Mrożek (git, voc), Kamiemierz Cwynar (bass, voc), Roman Runowicz (git, voc) and… read more Polish 70's progressive rock band. Line-up: Aleksander Mrożek (git, voc), Kamiemierz Cwynar (bass, voc), Roman Runowicz (git, voc) and Ryszard Sroka (dr). View wiki Polish 70's progressive rock band. Line-up: Aleksander Mrożek (git, voc), Kamiemierz Cwynar (bass, voc), Roman Runowicz (git, voc) and Ryszard Sroka (dr). View wiki Related Tags Polska grupa jazz-rockowa założona w Krakowie w 1966 roku. Pierwszy skład zespołu tworzyli: Tadeusz Gogosz (gitara basowa), Wiesław Wilczki… read more Polska grupa jazz-rockowa założona w Krakowie w 1966 roku. Pierwszy skład zespołu tworzyli: Tadeusz Gogosz (gitara basowa), Wiesław Wilczkiewicz (gitara), Jan Budziaszek (perkusja), Edward Anioł (saksofon tenorowy), Czesław Styczeń (puzo… read more Polska grupa jazz-rockowa założona w Krakowie w 1966 roku. Pierwszy skład zespołu tworzyli: Tadeusz Gogosz (gitara basowa), Wiesław Wilczkiewicz (gitara), Jan Budziaszek (perkusja), Edward Anioł (saksofon tenorowy), Czesław Styczeń (puzon) i Jan Kaleta (śpiew). W lutym 1967 roku grupa rozpadła si… read more Features API Calls
Giant Z Wikipedia • Gentle Giant – grupa rockowa • Traffic Giant – gra komputerowa • Hotel Giant – Killers (ujednoznacznienie) Jungle The Killers : • The Killers – amerykańska grupa rockowa • Zabójcy – nowela z 1927 autorstwa Ernesta Hemingwaya •
numer podkładu: 6097 Dżamble (Andrzej Zaucha) OpisW 1966 roku w Krakowie powstała polska grupa jazz-rockowa, która przyjęła nazwę DŻAMBLE. W pierwszym składzie na perkusji grał późniejszy członek Skaldów, Jan Budziaszek. W lutym następnego roku grupa się rozpadła, by aktywować się na jesienne Zaduszki Jazzowe i znów zawiesić działalność. Po roku grupa zaczęła znowu działać, doszedł do kapeli w roli wokalisty Andrzej Zaucha i tak w roku 1971 doszło do nagrania jedynego longplaya 'Wołanie o słońce nad światem'. Z tego też wydawnictwa pochodzi kawałek, do którego podajemy podkłady MIDI i audio/mp3 - WYMYŚLIŁEM CIEBIE. Polecamy! Fragment tekstu:WYMYŚLIŁEM CIEBIE - Dżamble (Andrzej Zaucha) Tonacja e-moll Dzisiaj nagle wymyśliłem ciebie, twoje imię zadźwięczało we mnie... Choć tyle innych jest, znam tylko jego dźwięk. Do mnie mów najłagodniej, jak tylko ty potrafisz, i podaj rękę spłoszoną szczęściem nagłym. Dla ciebie usta moje i ciepło mojej dłoni, a potem przyjdą noce, jak psy wierne, pod nasz dom. / instrumental / Jaką drogę wybierzemy razem? Spłonął wieczór w horyzoncie gwi...
Tłumaczenia w kontekście hasła "grupa rockowa" z polskiego na angielski od Reverso Context: Kim Nowak - polska grupa rockowa. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate paź 10 2021 Andrzej Zaucha & Dżamble – „Rambling on My Mind”, Live TV 1971 (zapowiada Andrzej Trzaskowski) Oprac. Ewa Kałużna. Fot. East News, Marek Karewicz, Grzegorz Rogiński, Krzysztof Widerski Andrzej Zaucha 1973Fot. East News Andrzej Zaucha 1983Fot. East News Andrzej Zaucha Opole 1986Fot. Marek Karewicz Andrzej Zaucha Andrzej ZauchaFot. Marek Karewicz ANDRZEJ ZAUCHA – WSPOMNIENIE w 30. ROCZNICĘ ŚMIERCI 10 października 1991, 30 lat temu, odszedł tragicznie w wieku 42 lat „najlepszy polski czarny głos”, wokalista R’n’B, rockowy, jazzowy i popowy, saksofonista, perkusista, a także aktor i artysta kabaretowy. Jego możliwości wokalne i różnorodność repertuaru budziły podziw, tym bardziej, że był muzycznym samoukiem. Miał swing we krwi. ANDRZEJ ZAUCHA (ur. 12 stycznia 1949, zm. 10 października 1991), oprócz wielkiego talentu, był wspaniałym człowiekiem, uwielbianym w środowisku, życzliwym, ciepłym, skromnym, zawsze uśmiechniętym, dowcipnym, pożądanym towarzysko. Zginął, śmiertelnie postrzelony przez zazdrosnego męża aktorki Zuzanny Leśniak, francuskiego reżysera, Yvesa Goulaisa. Marek Karewicz w swojej książce „Big Beat” napisał: „Moim zdaniem, a jest to dość powszechna opinia, Zaucha był jednym z najlepszych polskich wokalistów jazzowych w historii. Wspaniale śpiewał, świetnie improwizował, i do tego miał dobry „czarny głos”. Autentycznie czuł muzykę. Potrafił zagrać na wszystkim, co mu w ręce wpadło”. W młodości, Andrzej trenował kajakarstwo, wystąpił na mistrzostwach Polski, wygrywając je trzykrotnie. Był nawet typowany na olimpiadę. Świetnie też pływał i jeździł na nartach. Zwyciężyła jednak miłość do muzyki. „SERCA BICIE. BIOGRAFIA ANDRZEJA ZAUCHY„, 2020 15 września 2020, 29 lat od tragicznej śmierci muzyka, ukazała się książka „Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy„, autorstwa Katarzyny Olkowicz i Piotra Barana. Autorzy biografii ujawnili w niej nieznane fakty z życia Andrzeja Zauchy. Andrzej Zaucha został zastrzelony 10 października 1991. O tym wydarzeniu media przypominają co roku, właśnie w październiku. Jednak dopiero teraz ukazała biografia artysty, która zagłębia się w jego życiorys i próbuje odpowiedzieć na pytania: Co go ukształtowało? Skąd brał się jego muzyczny geniusz? Co po nim pozostało? Czy musiało dojść do tej zbrodni? Autorzy, Katarzyna Olkowicz i Piotr Baran, dedykują książkę „tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z twórczością Andrzeja Zauchy, i, być może, na razie tylko domyślają się, jakim człowiekiem był naprawdę”. „Piosenki Zauchy są stale obecne w naszej kulturze. Jego ukochanym gatunkiem muzycznym był rhythm and blues, który wywodzi się z połączenia jazzu, bluesa i gospel. To serce i dusza współczesnej muzyki rozrywkowej. Wykonując po mistrzowsku piosenki, osadzone w tym nurcie, Zaucha potrafił odnaleźć się zarówno w jazz-rockowych Dżamblach, poetyckiej Anawie, popowych hitach z Opola, kabaretowym trio Sami, które tworzył z Andrzejem Sikorowskim i Krzysztofem Piaseckim, czy Big Bandzie Wiesława Pieregorólki. Wymieniać można w nieskończoność, bo dochodzą jeszcze projekty teatralne” – mówi Piotr Baran. „Młodzi ludzie, którzy wychowali się na dobranocce „Gumisie”, pamiętają, że każdy odcinek zaczynał się od piosenki, którą śpiewał właśnie Zaucha. Ich rodzice i dziadkowie cenią go za przeboje opolskie, kolędy, duety z ówczesnymi polskimi gwiazdami muzyki popularnej, czy nagrania z Dżamblami” – komentuje Katarzyna Olkowicz. Jaki był, gdy schodził ze sceny i zdejmował swoje słynne rekwizyty – ciemne okulary i arabską kefiję? „To właśnie interesowało nas najbardziej” – zdradza Katarzyna Olkowicz. „I, co ciekawe, choć od jego śmierci minęło tyle lat, współpracownicy, przyjaciele, bliscy, opowiadali nam o nim tak żywo, jakby jeszcze wczoraj wspólnie siedzieli przy stole, szusowali na nartach, robili sobie wzajemnie psikusy, pałaszowali sernik (jego ulubiony deser), wspierali go po nagłej śmierci żony, Elżbiety” – dodaje autorka książki ( Trudno chyba znaleźć lepsze słowa na opisanie życia Andrzeja Zauchy niż fragment piosenki „Serca bicie”. Żył pełną piersią, ciesząc się każdym dniem. Muzyczny samouk, z zawodu zecer, w młodości kajakarz, trzykrotny mistrz Polski. Ze sportu zrezygnował dla muzyki. Podczas swojej kariery, współpracował z największymi twórcami jazzu oraz popularnymi piosenkarzami, Andrzejem Sikorowskim i Ryszardem Rynkowskim. Kabareciarz i aktor. ŚMIERĆ ŻONY. RÓWNIA POCHYŁA „Andrzej Zaucha i jego żona, Ela, byli nierozłączni. Poznali się w młodzieżowej dyskotece Szopa w Krakowie. Ona miała 16 lat, on 17. Od tego momentu wiedzieli, że będą już zawsze razem. Oboje byli samotni, oboje mieli podobne dzieciństwo. I to ich wiązało. Ich uczucia były gorące, pełne emocji. Pasowali do siebie jak dwie połówki jabłka” – wspominał przyjaciel Andrzeja Zauchy, gitarzysta jazzowy, Jarosław Śmietana. W latach 80. w Krakowie wiedli prawdziwie artystyczne życie. Andrzej Zaucha występował w teatrze, grywał Pod Jaszczurami. „Całe noce spędzali na prywatkach, koncertach, występach. Mimo, że to on był gwiazdą, Ela decydowała o wszystkim. Mówiła mu, z kim i jak ma grać. Muzycy z zespołu Andrzeja byli oburzeni, ale tak było. On z każdą sprawą przychodził do żony” – mówią przyjaciele. Sielanka skończyła się, gdy pojawiły się poważne kłopoty ze zdrowiem Eli. Pod koniec sierpnia 1989 Elżbieta doznała groźnego udaru, zlokalizowanego przy pniu mózgu. 31 sierpnia 1989 zmarła. Zbigniew Wodecki: „Moja rodzina zajmowała się pogrzebem. Staraliśmy się pomóc. Andrzej miał rozterki, czy w ogóle powinien jeszcze śpiewać. To takie ludzkie. „Jak mogę wyjść na scenę i śpiewać Alibabę?”. „Andrzej, to jest twoja robota. Jak byłbyś szewcem, to musiałbyś dalej buty robić” – mówiłem mu. Trzeba go było długo przekonywać, żeby się przez tę traumę przebił”. Jak wspomina Krzysztof Piasecki, śmierć żony Zauchy przewróciła życie piosenkarza do góry nogami także dlatego, że była ona osobą, która nadawała ton całemu małżeństwu: „Wszystko było na jej głowie. Ela była jego busolą. Nie miała zresztą wyjścia – on jeździł po świecie i zarabiał, ona zajmowała się domem i wychowaniem Agnieszki. Ale stanowili udane małżeństwo. Nigdy nie słyszałem o żadnych zdradach, żeby Andrzej miał inną kobietę, a w branży takie opowieści są na porządku dziennym. Ela trochę mu matkowała. Gdy został sam, z dzieckiem, w ogóle nie wiedział, jak sobie radzić. Na dodatek, Agnieszka była w okresie najtrudniejszym, była punkówą, pomalowała swój pokój na czarno. Nie wiedział, jak się wobec tego zachować”. ZUZANNA LEŚNIAK „Andrzej był załamany śmiercią żony. Nie chciał żyć. Wszystko, co potem nastąpiło, zmierzało do tego, by dołączył do Eli. Potrzebował wsparcia, ale nie tylko takiego koleżeńskiego, kieliszkowo-alkoholowego” – podkreśla Andrzej Sikorowski. I wsparcie znalazło się. Andrzej poznał dużo od siebie młodszą aktorkę, Zuzannę Leśniak – ona 27, on 42. „Zuzanna była zafascynowana Andrzejem. Grali w tym samym spektaklu, potem zaczęli się niewinnie spotykać” – opowiadał Jarek Śmietana. 9 KUL z ZAZDOŚCI 10 października 1991, Kraków. Wieczór po kolejnym przedstawieniu „Pana Twardowskiego” w reż. Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze STU. W głównej roli – piosenkarz Andrzej Zaucha. Partnerowała mu, związana z tym samym teatrem, Zuzanna Leśniak-Goulais. Partnerowała na scenie, ale także w życiu. Wszystko wskazywało na to, że Zaucha, dwa lata po śmierci żony Elżbiety, wychowujący samotnie nastoletnią córkę Agnieszkę, odnalazł szczęście. Leśniak-Goulais była co prawda w związku małżeńskim, ale mąż, francuski reżyser Yves Goulais, usłyszał już od niej, że to koniec. Yves od kilku lat podejmował w Krakowie próby tworzenia spektakli teatralnych. Wyjeżdżał kilka razy w roku za granicę na wiele tygodni. O romansie żony dowiedział się, kiedy, po powrocie z podróży do Szkocji, zastał Zuzannę z Andrzejem Zauchą w sytuacji jednoznacznej. Uderzył wtedy Andrzeja i powiedział: „Będę musiał cię zabić”. Później jeszcze kilka razy odgrażał się, że zabije Zauchę. Jednak nikt nie brał tego na poważnie. Chorobliwe zazdrosny o żonę, Goulais dopadł parę, gdy ta zmierzała w kierunku samochodu, zaparkowanego przy ulicy Włóczków. Oddał dziewięć strzałów z karabinka sportowego o kalibrze 5,6 mm. Kule najpierw trafiły Zuzannę, która próbowała zasłonić sobą Zauchę, a po chwili samego wokalistę. On umarł od razu, ona – po reanimacji w szpitalu. Ives zastrzelił ich z broni, którą nielegalnie nabył kilka dni przed morderstwem. Potem wsiadł do swojego samochodu i pojechał na komisariat policji, gdzie spokojnie opowiedział o wszystkim i oddał się w ręce policji. Tego samego wieczoru, na miejscu zbrodni pojawił się Zbigniew Wodecki, przyjaciel artysty: „Zadzwonił do mnie gość o jedenastej, że „pana kolegę zastrzelili”. Nie chciało mi się w to wierzyć. Pojechałem samochodem na miejsce i zobaczyłem leżącego Andrzeja. Zawsze wkładał pod kurtkę teczkę z tekstami, ale akurat tego dnia nie włożył. Może to by go uratowało”. Następnego dnia rano, o zabójstwie dowiedziała się cała Polska, nie tylko fani artysty, których z każdym rokiem przybywało, ale także jego liczni znajomi, koledzy i przyjaciele. Andrzej Sikorowski, założyciel grupy Pod Budą, który z Zauchą i Krzysztofem Piaseckim występował w kabarecie estradowym Sami, do dziś pamięta szok, jaki wywołała tragiczna informacja: „Myśmy żyli wtedy w innej rzeczywistości. Dzisiaj strzelanina uliczna nie budzi już takiego zdziwienia. W tamtym okresie było to coś tak zupełnie irracjonalnego, że nikt z nas nie był na to przygotowany. Być może, do całej tragedii nie doszłoby. Nawet, jeśli ten facet odgrażał się, brało się to, jako zwykłe gadanie. Dzisiaj prawdopodobnie zareagowalibyśmy inaczej”. WSPOMNIENIA Andrzej Zaucha to artysta dziś już niestety trochę zapomniany, lub raczej – niekoniecznie szeroko znany, szczególnie młodemu pokoleniu. Chociaż ta sytuacja zmienia się, dzięki Festiwalowi Pamięci Andrzeja Zauchy, organizowanemu od 2009 w Bydgoszczy, przez byłego lekkoatletę, Krzysztofa Wolsztyńskiego. „W pewnym momencie panowała taka cisza w mediach o Andrzeju, że doszedłem z synem do wniosku, iż trzeba taki festiwal zorganizować” – wspomina Wolsztyński. „A skoro nikt w Krakowie nie chciał nam pomóc w jego organizacji, zrobiliśmy go sami w Bydgoszczy, naszym rodzinnym mieście. Co roku mamy wielkie gwiazdy, w tym przyjaciół Andrzeja, a Opera Nova pęka w szwach. Staramy się też jeździć po Polsce z koncertami, by nie zapomniano, że kiedyś był u nas tak dobry artysta, jak Andrzej Zaucha„. Karierę zaczął w latach 60., od gry na perkusji w amatorskim zespole Czarty. Później został solistą grupy Telstar. Nie był tylko piosenkarzem. Jako muzyczny samouk, grał na różnych instrumentach, w tym na perkusji i saksofonie altowym. „To był talent, który nie rodzi się na kamieniu. Grał dobrze na perkusji, saksofonie i harmonijce, ale gdyby posiedział przy klawiaturze, też błyskawicznie opanowałby ją” – przypomina Andrzej Sikorowski. „Andrzej miał świetny warsztat. Przesuwał się w kierunku jazzu. Jeździł do Szwajcarii, gdzie dużo nauczył się” – ocenił Krzysztof Piasecki. Zbigniew Wodecki, który przyjaźnił się z artystą, podkreślał, że „Andrzej Zaucha wcale nie potrzebował muzycznego wykształcenia, gdyż miał wszystko we krwi. Śpiewał świetnie, ale bardzo długo był niedoceniany przez środki masowego przekazu. Często jeździliśmy na wspólne koncerty, tak zwane chałtury, czasem po pięć dziennie, w różnych zakładach pracy. Czułem, że miał niedosyt, że chciałby być doceniany przez ludzi. Środowisko, oczywiście, wiedziało, że to świetny facet, muzykalny bardzo. Nut nie znał, ale grał na bębnach, na saksofonie uczył się, a przede wszystkim śpiewał. Wiedział wszystko, co trzeba. Miał feeling, świetną barwę głosu, bardzo charakterystyczną. I pod koniec naprawdę zaczęło mu się zawodowo układać. Zagrał w filmie „Trzy dni bez wyroku” Wojciecha Wójcika z 1991, rolę drugoplanową, ale był w niej tak charakterystyczny, że gdyby to powstało w Hollywood, może i dostałby Oscara. To było takie zwierzę sceniczno-ekranowe. Jednocześnie miał wszystkie ludzkie cechy, w tym tremę. Bardzo się denerwował. Był prawdziwy w swoich przeżyciach”. Obaj artyści poznali się jeszcze w końcówce lat 60., kiedy Zaucha śpiewał w krakowskim jazz-rockowym zespole Dżamble. „To znakomita kapela, grająca bardzo nowocześnie, jak na tamte czasy. Na dzisiejsze też. Podziwialiśmy ją w krakowskich Jaszczurach”. To właśnie Zbigniew Wodecki był w pewien sposób ojcem chrzestnym sukcesu Zauchy. „Pewnego razu, po nagraniu „Chałupy Welcome to” w 1986, Rysiu Poznakowski postanowił napisać następny numer w tym klimacie – „Pij mleko” (oryginalny tytuł „Baw się lalkami”). Nie za bardzo chciałem już śpiewać tego typu numery, więc powiedziałem Poznakowskiemu, że znam świetnego gościa, który może to zrobić. Rysiu doskonale się wtedy zachował i pozwolił Andrzejowi nagrać to. Była to pierwsza piosenka, która wrzuciła go na antenę. Ludzie zaczęli wreszcie słyszeć o Zausze” – wspominał Zbigniew Wodecki. Piotr Baron: „Zaucha był pierwszym – i póki co ostatnim – człowiekiem w Polsce, który śpiewał po męsku. Śpiewał jak Frank Sinatra, Ray Charles. Nie piszczał, unikał melizmatów, scat stosował tylko wtedy, gdy była taka potrzeba, a słyszał jak pies o północy. To, jak ten facet słyszał wszystko, co się dzieje w muzyce, to życzę takiego słuchu wszystkim najgroźniejszym muzykom. A oprócz tego, miał świetne poczucie rytmu, był urodzonym „swing manem”. Podziałkę swingową stosował w sposób naturalny, nie musiał się tego uczyć. On po prostu wiedział, co zrobić, żeby wszystko na scenie się bujało. Każde granie z Zauchą to było święto”. Jarosław Śmietana: „A co najdziwniejsze, Andrzej miał doskonałą angielską wymowę. Śpiewał tak, jakby był urodzony w Stanach. Tymczasem angielskiego długo, długo nie znał ni w ząb. Dopiero później, w latach 80., opanował podstawy tego języka, ale tylko na poziomie, który zapewniał mu niezbędną komunikację. Okropną jego wadą było to, że równie dobrze czuł się w utworze „Pij mleko”, jak i „Body and Soul”. Gdyby Andrzej żył, na pewno końcu rozwinąłby skrzydła jako jazzman, a ja, zamiast wydawać fortunę na ściąganie gwiazd z zagranicy, miałbym jedną swoją na miejscu”. Jan Kanty Pawluśkiewicz: „Po trzech próbach do opery „Kur zapiał” okazało się, że Zaucha jest najlepszym muzycznie wokalistą operowym. Wydawało się, że nie będzie integracji towarzyskiej czy muzycznej, ale całe towarzystwo operowe zaczęło garnąć się do swojego najlepszego solisty, czyli Zauchy. Zaucha w środku, a dookoła wianuszek solistów z opery. Poza tym okazało się, że jest bardzo dobrym aktorem. On o tym nie wiedział i myśmy też nie wiedzieli. To było niesamowite odkrycie. Potem powtórzyliśmy tę operę w wersji kameralnej, i on już się czuł w niej jak ryba w wodzie. Szalał z pomysłami. Krzysiek Jasiński mówił, że w zasadzie jest bezradny przy takiej inwencji aktorskiej, przy tylu propozycjach, które były śmieszne, idealnie wkomponowane w akcję i tekst”. Andrzej Sikorowski: „Andrzej to był człowiek, który nikomu nie odmawiał. Przyjmował wszystkie propozycje, zarabiał pieniądze. Jego błędem było to, iż nie postarał się, by nagrać w swoim życiu jedną, dobrą, rzetelną, stylistycznie osadzoną płytę. Tu zaśpiewał jakieś przedwojenne szmoncesy, tu trochę jazzu, „Alibabę”, natomiast nie zadbał nigdy o to, by usiadła grupa ludzi i napisała specjalnie dla niego utwory. Wszyscy, za pozwoleniem – nie wymienię nazwisk, próbowali na nim lansować „swoje” rzeczy. A tak naprawdę, nikt nic nie robił specjalnie dla niego”. C’EST LA VIE Scena to jedno, życie – co innego. Życie upływało Zausze na podróżach i spotkaniach. Wesołe piosenki i teledyski, bogate życie towarzyskie, swojska dusza. Krzysztof Haich, reżyser teledysków Andrzeja Zauchy, wspominał: „Wszyscy, z którymi realizowałem różnego rodzaju materiały, w tym również film, jaki zrobiłem po śmierci Andrzeja, mówią to samo: To był bardzo ciepły człowiek, z którym chciało się konie kraść. Właściwie, mało kto potrafił sobie go przypomnieć zdenerwowanego, niechętnego, opryskliwego. Andrzej nie znał chyba takiego stanu ducha”. Teledyski Andrzeja Zauchy, wyreżyserowane przez Krzysztofa Haicha, z pewnością miały wpływ na jego popularność. Były i nietypowe, i bardzo wesołe, i zarazem miały fabułę. „Andrzej zawsze miał sporo własnych koncepcji, na ogół żartobliwych, którymi uzupełniał moje propozycje. W teledysku do „Baw się lalkami”, czyli inaczej „Pij mleko”, o co innego chodziło autorowi tekstu, ale ja to wszystko przesunąłem w kierunku mleka, właściwie do dziś nie wiem dlaczego. W momencie, kiedy powiedziałem o tym Andrzejowi, on wpadł na pomysł ubrania się w dość długi płaszcz i włożenia do wewnętrznych kieszeni butelek mleka. Takich szklanych, litrowych, jakie wtedy były. Powkładał trzy butelki do lewej poły, trzy do prawej. Ujęcie, kiedy chodzi po rynku i rozchyla te poły, było dość kontrowersyjne, bo w normalnej rzeczywistości kojarzy się z zachowaniem ekshibicjonistycznym. Przyznaję, że panienki reagowały na początku różnie”. Reżyser zapamiętał też zabawną scenę z pracy nad teledyskiem do „Julo, czyli Mus męski blues”: „Kręciliśmy to we wnętrzu wielkiego tira, który jechał po autostradzie, a w jego środku trwała balanga. Andrzej wcielił się w kierowcę, który zabierał po kolei autostopowiczki, więc w środku miał gromadkę pięknych dziewczyn. Oczywiście, kiedy kręciliśmy zdjęcia w środku, tir stał na parkingu. Mieliśmy w nim podpięte światło, które w pewnym momencie padło. Wtedy Andrzej zainscenizował spontaniczną imprezę przy świecach. I w tych ciemnościach nagle zaczęło to być prawdziwe. Uznał pewnie, że do niego należy utrzymanie atmosfery. Nie dość, że ją utrzymał, to jeszcze znakomicie podkręcił. Jednak miał też pewne ograniczania w swoich działaniach. Kiedy kręciliśmy teledysk do „Magia to ja”, wymyśliłem sobie, że go postarzę – przysiwię włosy, dodam zmarszczek, zrobię takiego starszego Andrzeja. I on mi wtedy powiedział: „Słuchaj, nie róbmy tego, ja nie chcę wyglądać staro”. Przypomniałem to sobie po tym dramacie październikowym, i tak mi zostało w głowie, że nigdy nie zobaczymy Andrzeja starego”. I dalej: „On był w stanie zaśpiewać wszystko – od opery (bo „Kur zapiał” można uznać za swego rodzaju operę), poprzez jazz, z którego na dobrą sprawę wyszedł, blues, rock i cały pop. Na dodatek, błyskawicznie wszystkiego uczył się. Kiedy miał w Warszawie nagrać duet z Danutą Rinn, wsiadł do mercedesa, przyjechał i zrobił to bez jednego dubla, a następnie od razu wrócił do Krakowa, bo miał przedstawienie. Gdy w studiu padło pytanie: „Dubelka?”, Andrzej odrzekł: „Po co dubelka skoro jest dobrze?” Zbigniew Wodecki nazywał przyjaciela człowiekiem bardzo otwartym i zarazem doskonałym kompanem do nocnych pogaduszek. „Świetnie się z nim gadało do rana, a potem wspólnie leczyło kaca. Myśmy to często robili, bo takie było życie. Wszyscy bardzo dużo kiedyś piliśmy. A na koniec jedliśmy śledzia, którego też trzeba było popić, by się nie zatruć. To był „man”! Jego nie dało się nie lubić. Taki diabełek. A nawet, jeśli przegiął, potrafił przeprosić. W tego typu pracy, kiedy jeździ się po nocach i ma się różne stresy, każdemu zdarza się coś chlapnąć. Ale jeśli mu zdarzyło się parę razy, to na drugi dzień, jak sobie wszystko przemyślał, podchodził i stać go było, by powiedzieć: Stary, przepraszam”. Wodecki zapamiętał trzy rejsy Stefanem Batorym po zatoce, każdy trwający po cztery dni. „Myśmy z Andrzejem, śpiąc w jednej kajucie, byli jak bracia. Pamiętam sztorm z taką falą, że wszyscy, włącznie z marynarzami, mieli chorobę morską. A myśmy przez te noce we troje z barmanem siedzieli przy barze i śpiewali kolędy na trzy głosy. Zero choroby”. Jak podkreślał Andrzej Sikorowski, „Zaucha, choć był duszą towarzystwa, lubił spotykać się przede wszystkim w domach czy mieszkaniach, a nie w miejscach publicznych, jak kawiarnie czy restauracje. Andrzej należał do „kameralistów”, którzy nie lubią dużego tłumu ludzi – oczywiście, poza koncertami. Był osobą popularną i świetnie umiał radzić sobie z popularnością restauracyjną, kiedy podchmieleni ludzie zaczepiali go i strasznie chcieli się z nim napić. Bardzo taktownie im odmawiał. Ale wolał w ogóle takich sytuacji unikać”. Lider grupy Pod Budą zwracał uwagę, że Zaucha nigdy nie upijał się: „Jego organizm chyba był tak wydolny, że do tego nie dochodziło. Przynajmniej nie było tego po nim widać. Był po alkoholu wylewny i przyjacielski, nie miał w sobie cienia agresji. Z nim bardzo dobrze biesiadowało się. Wynikało z tego dużo radości, dowcipów, uśmiechów i przyjacielskich odruchów”.. Andrzej Zaucha musiał trochę poczekać na prawdziwą popularność. DŻAMBLE W latach 1969-1971 Andrzej Zaucha był wokalistą jazz-rockowego zespołu Dżamble. Grupa powstała w 1966 i od początku związana była z Piwnicą pod Baranami. Wykonywali własne wersje standardów, jak „My Funny Valentine”, a także jazzujące piosenki. Pierwszy skład zespołu tworzyli Jan Kaleta (śpiew), Wiesław Wilczkiewicz (gitara), Jerzy Horwath (klawisze), Tadeusz Gogosz (gitara basowa), Jan Budziaszek (perkusja), Edward Anioł (saksofon tenorowy) i Czesław Styczeń (puzon). Wystąpili na Zaduszkach Jazzowych ’66. Przerwali działalność w lutym 1967. Jesienią 1968 Dżamble reaktywowały się, pod patronatem krakowskiego Jazz Clubu Helikon. Trzon grupy tworzyli Jerzy Horwath (klawisze), Marian Pawlik (gitara basowa) i Benedykt Radecki (perkusja). Na początku 1969 dołączył do nich utalentowany samouk, Andrzej Zaucha. Od tego momentu skład grupy ustabilizował się. Rok 1969 okazał się przełomowy dla Dżambli. Muzycy wystąpili na kilku ważnych festiwalach muzycznych, Jazz nad Odrą ’69 (nagroda specjalna oraz nagroda indywidualna dla Zauchy), Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie (I nagroda dla Zauchy), Młodzieżowym Festiwalu Muzycznym w Rybniku i Chorzowie (I nagroda dla zespołu, II i III – dla Zauchy). Wzięli udział także w koncercie „Popołudnie z młodością” podczas festiwalu w Opolu oraz Jazz Jamboree ’69. W czerwcu 1969 Dżamble dokonały pierwszych nagrań dla Młodzieżowego Studia Rytm w Warszawie oraz Rozgłośni Polskiego Radia w Krakowie. Wzięli również udział w programie „Telewizyjny ekran młodych”. Kolejne ważne koncerty to występy w Sali Kongresowej, jako support The Marmalade, a także podczas „Casino Jazz at Night” w Sopocie i na Zaduszkach Jazzowych w Krakowie ’70. Ponadto zespół koncertował na Węgrzech i w Czechosłowacji. Muzycy Dżambli umiejętnie łączyli brzmienie jazzu z rockiem i rhythm and bluesem, stając się czołowym przedstawicielem tego nurtu w Polsce. Sięgali także po teksty znanych poetów – Leszka Aleksandra Moczulskiego czy Jerzego Ficowskiego. Jesienią 1970 zespół opuścił Benedykt Radecki, a jego miejsce zajął Jerzy Bezucha. W lutym 1971 ukazała się debiutancka płyta grupy – „Wołanie o słońce nad światem”. Płyta była bogata brzmieniowo i instrumentalnie. Dojrzałe teksty utworów, oryginalność kompozycji i łatwo rozpoznawalny styl Zauchy, stanowiły o wysokiej pozycji dzieła. Płyta zyskała sobie natychmiast dużą popularność. Złożyło się na nią 9 kompozycji z lat 1969-1970. Teksty utworów zostały napisane przez znanych krakowskich poetów tamtego okresu, a muzykę skomponowali sami członkowie zespołu. Na albumie wystąpili: Andrzej Zaucha – vocal Jerzy Horwath – piano, organ Marian Pawlik – guitar, bass guitar Jerzy Bezucha, Benedykt Radecki – drums Guests: Michał Urbaniak – soprano sax, tenor sax, baritone sax, electric violin Janusz Muniak – soprano sax, tenor sax, flute Zbigniew Seifert – alto sax Tomasz Stańko – trumpet Marek Ałaszewski, Marek Pawlak – vocal Jerzy Bartz, Józef Gawrych – percussion String Quartet, Vocal Quartet, Scouts – backing vocals „Wołanie o słońce nad światem” Full Album 1971 Dżamble z Zauchą występowały w telewizji i na estradach w całej Polsce: Andrzej Zaucha & Dżamble – „Rambling on My Mind”, Live TV 1971 (zapowiada Andrzej Trzaskowski) Andrzej Zaucha & Dżamble – „Naga rzeka”, Audio Andrzej Zaucha & Dżamble – „Szczęście nosi twoje imię”, Audio Andrzej Zaucha & Dżamble – „Wymyśliłem ciebie”, TV Video 1990 Andrzej Zaucha – vocal Jerzy Horwath – piano, keyboards Marian Pawlik – bass guitar Grzegorz Schneider – drums Dżamble rozpadały się i odradzały, pod koniec 1978. Zausze, Pawlikowi i Radeckiemu towarzyszyli wówczas Wiesław Wilczkiewicz (gitara), Ryszard Styła (gitara), Stefan Sendecki (instrumenty klawiszowe) i Ryszard Kwaśniewski (saksofon, klarnet). Po jakimś czasie, Mariana Pawlika zastąpił jego brat, Andrzej Pawlik. W tym składzie grupa dawała koncerty i uczestniczyła w nagraniach własnych oraz innych wykonawców – Maryli Rodowicz czy zespołu Maanam. Nigdy jednak nie odzyskali już dawnej popularności, czego konsekwencją było ostateczne zakończenie działalności w 1981. ANAWA W 1972 Andrzej Zaucha związał się z zespołem Anawa. Został zaproszony przez Jana Kantego Pawluśkiewicza i zajął miejsce Marka Grechuty, po rozstaniu formacji z Grechutą, Ostaszewskim i Jackowskim. Andrzej wystąpił na płycie „Anawa” z 1973, z muzyką Pawluśkiewcza. Zespół postanowił nagrać album koncepcyjny, na temat człowieczeństwa. Pawluśkiewicz dał tu wyraz swoim ówczesnym upodobaniom, mieszając poezję (głównie Leszka Aleksandra Moczulskiego) z awangardą i jazz rockiem. Na tym albumie Zaucha nie tylko śpiewał, ale także grał na perkusji: Anawa & Andrzej Zaucha – „Abyś czuł” from „Anawa”, Audio 1973 Grupa była jednym z uczestników koncertu, towarzyszącego igrzyskom olimpijskim w Monachium, oraz atrakcją najważniejszych imprez kulturalnych środowiska akademickiego. Uczestniczyli w Studenckiej Wiośnie Estradowej ’73 oraz w Inter Copernikaliach. Ich piosenki często gościły na radiowej antenie i w programach telewizyjnych: Andrzej Zaucha & Anawa – „Nie przerywajcie zabawy”, Official Video 1973 Andrzej Zaucha & Anawa – „Tańcząc w powietrzu (Linoskoczek)” , Official Video 1973 Andrzej Zaucha & Anawa – „Abyś czuł”, Official Video 1973 Anawa & Andrzej Zaucha – „Kantata”, Official Video 1973 KARIERA SOLOWA Karierę solową Zaucha rozpoczął w 1980, po paru latach zarobkowych występów zagranicznych. Wziął udział w śpiewogrze Katarzyny Gärtner „Pozłacany warkocz” z 1980. Współpracował z czołówką polskiego jazzu nowoczesnego, z zespołem EXTRA BALL JAROSŁAWA ŚMIETANY: Andrzej Zaucha & Extra Ball – „Dwa kroki w chmurach”, Official Video 1983 Andrzej Zaucha & Extra Ball – „How High the Moon”, Live 1983 Andrzej Zaucha & Extra Ball – „Sen o tamtym lecie”, Audio 1983 Andrzej Zaucha & Extra Ball – „Król bójek w dyskotece”, Audio 1983 a także z zespołami jazzu tradycyjnego – Beale Street Band, Playing Family, jako wokalista, oraz Old Metropolitan Band, jako perkusista. Związany był z zespołami rockowymi – Grupa Doctora Q, Kwadrat i Kasa Chorych: Kasa Chorych i Andrzej Zaucha – „Blues o rannym wstawaniu”, Audio Po występach na Festiwalu w Opolu w latach 1985-1990, Andrzej Zaucha stał się jedną z największych gwiazd polskiej muzyki rozrywkowej: „Byłaś serca biciem” – Live in Opole 1988 „Blondynka” – Live in Opole 1988 „Siódmy rok” – Live in Opole 1988 „Bądź moim natchnieniem” – Live in Opole 1988 „Jeśli chodzi o estradę, to Andrzej wszystko potrafił. Był, można powiedzieć, showmanem w hollywoodzkim stylu. Poruszał się z łatwością w każdym gatunku muzycznym, frazował jak jazzman, a skalą głosu mógł wpędzić w kompleksy niejednego śpiewaka operowego” – wspominał Andrzej Sikorowski. Zaucha dokonał licznych nagrań dla Archiwum Polskiego Radia, a także do filmów i seriali, „Przybysze z Matplanety” i „Gumisie”. Wystąpił w epizodycznych rolach w filmach „Miłość z listy przebojów” (reż. Marek Nowicki), „Misja specjalna” (reż. Janusz Rzeszewski) i „Trzy dni bez wyroku” (reż. Wojciech Wójcik). Zagrał w bufet-operze „Kur zapiał” (muz. Jan Kanty Pawluśkiewicz, libretto Wiesław Dymny), w śpiewogrze „Pozłacany warkocz” (muz. Katarzyna Gaertner, libr. T. Kijonka) i w musicalu „Pan Twardowski” (muz. Janusz Grzywacz, libretto Krzysztof Jasiński). „Wszystkie stworzenia duże i małe” z 1983 to pierwszy autorski album Andrzeja Zauchy. Został nagrany z udziałem zespołu Grupa Doctora Q i zaproszonymi gośćmi. Lista utworów: „Spocznij, Kapturku, zaraz cię zjem, czyli marzenia głodnego wilka”, „Świat przyrody ma swe prawa”, „Żywej mowy dźwięk”, „Miauczy, kwiczy”, „Who Is Who, czyli kto jest kto”, „Z naturą trzeba się zżyć”, „Wszystkie stworzenia duże i małe”, „Tak się czuję”, „Izba przyjęć Doktora Q”, „Za to mi płacą”. Wystąpili: Grupa Doctora Q Winicjusz Chróst – guitar Marek Stefankiewicz – keyboards Arkadiusz Żak – bass guitar Adam Lewandowski – drums Guests: Wojciech Karolak – electric piano, Minimoog, clavinet Henryk Miśkiewicz – alto sax Józef Skrzek – Polymoog, Minimoog, clavinet Ewa Bem – vocal „Wszystkie stworzenia duże i małe” – Andrzej Zaucha i Ewa Bem, Audio 1983 „Z naturą trzeba się zżyć” Audio 1983 Płyta „Stare, nowe, najnowsze” z 1987, drugi album Zauchy, zawierał utwory z lat 1980-1987: „Bezsenność we dwoje”, „Myśmy byli sobie pisani”, „C’est La Vie – Paryż z pocztówki”, „W złotych kroplach deszczu”, „Nie uciekaj mi”, „Jak na lotni”, „Baw się lalkami”, „Póki masz nadzieję”, „Wilczy bilet”: „Póki masz nadzieję” from „Stare, nowe, najnowsze” 1987 Trzeci album, „Andrzej Zaucha”, został nagrany z 21-osobowym Big Bandem Wiesława Pieregorólki w 1987, w Radiu Szczecin, i wydany w 1989 przez Polskie Nagrania Muza. Lista utworów: „Variations on the 'Eye’ Rhyme”, „Love Shining Through”, „Butterfly of Love II”, „Beware of the Music Man”, „I Run for My Life”, „The Second Time Around”, „C’est La Vie – Just a Pipe Dream”. Muzycy: Andrzej Zaucha – vocal Wiesław Pieregorólka – synthesizer, conductor Wojciech Karolak – keyboards Henryk Miśkiewicz, Janusz Muniak, Tomasz Szukalski, Waldemar Kurpiński, Paweł Dalach, Wiesław Wysocki – sax Henryk Majewski, Robert Majewski, Mieczysław Pawelec, Wacław Smoliński, Janusz Kania – trumpet Jerzy Wysocki – guitar Ryszard Sygitowicz – acoustic guitar Dariusz Macioch, Waldemar Wachała, Andrzej Życzyński – trombone Mariusz Bogdanowicz – bass Adam Buczek, Mirosław Żyta – drums Choir in „C’est La Vie – Just a Pipe Dream” „Variations on the 'Eye’ Rhyme”, Live TV 1987 „Love Shining Through” Live TV 1987 „C’est La Vie – Just a Pipe Dream”, Audio 1989 Również w 1989, Studio Malachitowa wydało kasetę, która dopiero w 1992 ukazała się w formie albumu – „Byłaś serca biciem”. Skład na płycie: Andrzej Zaucha – vocal Jerzy Jarosław Dobrzyński – keyboards, sax Zbigniew Matecki – guitar Anna B., B. Skinder, Dobrzyński, Jola Jaszkowska, Zbigniew Książek – backing vocals „Myśmy byli sobie pisani”, Live in Opole 1986 „Piosenka na przebudzenie”, Live TV 1989 „Ostatnia płyta” z 1992 była faktycznie ostatnią w karierze Andrzeja Zauchy. Została wydana przez Selles Records w 1992, już po śmierci artysty. Oprócz znanych utworów, jak „Myśmy byli sobie pisani”, „Siódmy rok” i „Byłaś serca biciem”, album zawierał także mało znane, jak „Piosenka z klawesynem”, „O cudzie w tancbudzie” czy „Rocznicowa piosenka dla Elżbiety i smoka”. Inne wydawnictwa płytowe z udziałem Andrzeja Zuchy, to „Kolędy w Teatrze STU – Halina Frąckowiak, Alicja Majewska, Andrzej Zaucha, Włodzimierz Korcz” z 1991 oraz „Dżamble i Andrzej Zaucha” z 1993 a także wiele składanek i wznowień, w tym „Andrzej Zaucha” 1991, „Drzazgi” 1992, „Czarny Alibaba” 1999, „C’est La Vie” 2004, „Byłaś serca biciem” 2004, „Andrzej Zaucha” 2012, „2 CD z 4-ch kultowych winyli” 2012, „Nieobecność & C’est La Vie” ‎2013, „The Very Best Of” 2015, „C’est La Vie” 2016 oraz „Byłaś serca biciem” 2019. 5-płytowy box „C’est La Vie” z 2004 to unikalny zestaw, wydany przez Universal Music Polska. Zawiera wszystkie największe przeboje Andrzeja Zauchy, zarówno z okresu współpracy z zespołem Dżamble, jak i kariery solowej. To wydawnictwo jest prawdziwą perłą. TRIO SAMI Po nagłej śmierci żony Elżbiety, artysta bardzo zbliżył się do rodziny Andrzeja Sikorowskiego. Potrzebował bliskości ludzi, także ze względu na to, że wychowywał córkę: „Wcześniej obowiązki wychowawcze sprawowała jego małżonka. On był przecież ciągle poza domem. Taki jest nasz zawód, że cały czas jesteśmy gdzieś, w drodze. I nagle spadł na niego dosyć poważny ciężar. Andrzej szukał bliskości, porady, jakiejś otuchy w tym całym nieszczęściu. I wtedy zaczęliśmy być blisko. Wtedy właśnie powstało trio Sami, z Zauchą, Piaseckim i ze mną. Zaczęliśmy jeżdzić po Polsce z tym programem, na początku bardzo mocno improwizowanym. Byliśmy ze sobą nie tylko w chwilach wolnych, ale w i pracy. Prawie nie rozstawaliśmy się. Czuję pewien żal do losu, że Andrzeja nie ma. Odnoszę wrażenie, że miałby cały czas sporo do zaśpiewania, ze względu na wyjątkowy talent wokalny, jakim go los obdarzył, i wyjątkową muzykalność. Myślę, że w dalszym ciągu byłby czynnym estradowcem, a może nawet udawałoby nam się czasami coś razem zaśpiewać”. Piosenki Andrzeja Zauchy: „Bezsenność we dwoje” Official Video 1980 „C’est la vie – Paryż z pocztówki” Official Video 1985 Łucja Prus i Andrzej Zaucha – „Umówmy się na stare lata”, Live in Opole 1985 „Dzień dobry, Mr Blues”, Live in Opole 1985 Hanna Banaszak & Andrzej Zaucha – „Chwile”, Live 1986 „Daj” – Live in Opole 1986 „New York, New York” Live 1986 „Baw się lalkami” Live in Opole 1986 „Bądź moim natchnieniem” Official Video 1987 Sounds Jarosława Śmietany – „How High the Moon” / „Ornithology”, Live TV 1987 Jarosław Śmietana – electric guitar Antoni Dębski – bass guitar Piotr Baron – tenor sax, soprano sax, synthesizer Jacek Pelc – drums Andrzej Zaucha – vocal, percussion „Misty” Live TV 1987 „Czarny Alibaba” – Live in Opole 1987 Andrzej Zaucha & Alibabki – „Wakacje z blondynką”, Live 1988 „Byłaś serca biciem” Live in Opole 1988 „Siódmy rok” – Live in Opole 1989 „Anioł mówił do chłopaków”, Official TV 1989 Andrzej Zaucha & Ryszard Rynkowski – „Ach, te baby” Opole 1990 „Już taki jestem zimny drań” Live in Opole 1990 „Georgia on My Mind” – Live in Teatr STU 1991 „Every Day I Have the Blues” – Andrzej Zaucha & Jarosław Śmietana All Stars, Live 1991 Andrzej Zaucha i Alicja Majewska – „Sunrise, Sunset”, Live 1991 „Mus, męski blues” – Live in Opole 1991 YVES GOULAIS Zazdrosny mąż 11 grudnia 1992 otrzymał za swój czyn wyrok 15 lat więzienia. Kolejno odbywał karę w więzieniach w Krakowie, Nowej Hucie, Trzebini i Warszawie. W trakcie pobytu za kratami skończył filologię polską, kręcił filmy krótkometrażowe, w których grali więźniowie i strażnicy. W więzieniu w Nowej Hucie-Ruszczy założył Studio Filmowe „Zza Krat”, pod którego szyldem powstały filmy „Wyjście” i „Więzienne sny samochodziarza Harry’ego”. Nie odsiedział całego wyroku, został zwolniony kilkanaście miesięcy przed końcem kary. 1 grudnia 2005 Goulais opuścił areszt śledczy w warszawskiej Białołęce, na mocy warunkowego zwolnienia. Zmienił nazwisko, pracuje w branży filmowej jako scenarzysta, mieszka w Warszawie. Andrzej Zaucha spoczął obok żony, na cmentarzu Prądnik Czerwony (cmentarz Batowicki) w Krakowie. [*] Fot. East News / Marek Karewicz / Grzegorz Rogiński / Krzysztof Widerski Odeszli •

Zaduszki Jazzowe powrócą tej jesieni do Krakowa. Przedsmak festiwalowych atrakcji zapewni jednak już w ten piątek 17 września o godz. 20 koncert grupy Gypsy Fusion Jazz Band w klubie Alchemia.

Artysta od lat mieszkający w Nowym Jorku podzieli się z publicznością swoim ogromnym bagażem muzycznych doświadczeń „All about jazz” to projekt muzyczny Wiesława Wilczkiewicza, którym artysta opowiada historię rozwoju polskiej sceny jazz-rockowej / fot. Projekt muzyczny Wiesława Wilczkiewicza „All about jazz” jest podsumowaniem pięciu dekad doświadczenia scenicznego krakowskiego muzyka i kompozytora. To również opowieść o historii rozwoju polskiej sceny jazz-rockowej Jazz-rock w NCK 9 marca 2019 roku na scenie Nowohuckiego Centrum Kultury odbędzie się niezwykły koncert. Swój dorobek zaprezentuje Wiesław Wilczkiewicz – współzałożyciel grupy jazz-rockowej „Dżamble”. Artysta od lat mieszkający w Nowym Jorku podzieli się z publicznością swoim ogromnym bagażem muzycznych doświadczeń. Występował z „Piwnicą pod Baranami”, Ewą Demarczyk i Michałem Burano, komponował do tekstów Wiesława Dymnego, współpracował z Jackiem Federowiczem i Jerzym Gruzą przy realizacji programów telewizyjnych. Brał udział w sesjach studyjnych takich artystów jak: Alex Band, VOX, Wojciech Gąssowski, Majka Jeżowska, Maanam, Zbigniew Wodecki, Dżamble, Andrzej Zaucha. W prowadzonym przez Krzysztofa Janickiego wydarzeniu wystąpią: Grażyna Łobaszewska, Marek Piekarczyk, Urszula Dudziak, Krzesimir Dębski, Suzanne Lorge, Kasia Miernik. Koncert odbędzie się na Scenie NCK / fot. materiały prasowe „All about jazz” – historia polskiej muzyki rozrywkowej Koncert ma być podziękowaniem dla współpracujących z Wiesławem Wilczkiewiczem artystów oraz publiczności za wiele lat współpracy, zaufania i szacunku. Moje życie to jazz i big beat, muzyka zawsze była moją pasją, którą dzieliłem się z kilkoma pokoleniami Polaków. Tym koncertem chcę przypomnieć różnorodną drogę polskiej muzyki rozrywkowej i głos naszego pokolenia, a także przeboje, które nam towarzyszyły. Wieslaw Wilczkiewicz Ensemble: Wieslaw Wilczkiewicz – gitary Marek Walarowski – fortepian, keyboard Jędrzej Łaciak – bas Mirek Sitkowski – perkusja Janusz Witko – saksofony, klarnet Leszek Szczerba – saksofon, flet Miłosz Gawryłkiewicz – trąbka, flet Sebastian Bernatowicz – pianino hammonda, keyboard Mariusz Pędziałek – obój, rożek angielski Koncert odbędzie się 9 marca 2019 roku na Scenie NCK, o godz: 18:00. Bilety: 70zł Więcej informacji: Biuro Organizacji Widowni
Watch the video for Chciałbym Się Zabawić from Dżamble's Dżamble i Andrzej Zaucha for free, and see the artwork, lyrics and similar artists.
Trud dla Was wielki dziś podejmuję. Powinienem, ba, sam chcę, opisać Wam w krótkiej formie postać muzycznego geniusza, konkretnie zaś Andrzeja Zauchy. Powodów, jak najbardziej zasadnych, pojawiło się w ostatnich dniach wiele. A były to: 30 rocznica tragicznej śmierci artysty, promocja kolejnej książkowej biografii oraz płyty jemu poświęconej, wreszcie seria specjalnych spotkań i koncertów w jego ukochanym Krakowie. Kim był Andrzej Zaucha, i dlaczego aż tak obficie go wspominają, nie tylko pod Wawelem – wiedzieć powinniście, choć młodsze pokolenia – niekoniecznie. Młodzież niezorientowaną informuję więc życzliwie, że w odległej dla niej przeszłości Andrzej Zaucha był prawie olimpijskim kajakarzem, prawie pełnoprawnym zecerem, perkusistą, tancerzem, aktorem teatralnym i musicalowym, saksofonistą altowym, artystą kabaretowym. A przede wszystkim był wokalistą tak znakomitym i wszechstronnym, że porównywano go do Ray’a Charlesa, Elvisa Presleya, Toma Jonesa. Jego wokalny warsztat i skale głosu sprawiły, że wielu nawet współczesnych muzyków, nazwisko Zauchy zgodnie wymienia jako ich wokalny wzorzec z Sevres. Był postacią na tyle znaczącą, że autorzy ścigają się w jego życiu opisywaniu. Dopiero co skończyłem lekturę ubiegłorocznej biografii Zauchy, „Serca bicie” ( Katarzyna Olkowicz, Piotr Baran) a już poczułem się w obowiązku nową książkę poświęconą mu czytać. To „Życie bierz mnie” . Muzykowi, przyjrzał się Jarek Szubrycht. Zaskoczyło mnie to, gdyż Szubrychta kojarzyłem raczej z muzyką nowocześniejszą, z rockiem bardziej związaną, niż z wysublimowanym jazzem i soulem. Zdziwiłem się tym bardziej, że autora ( rocznik 1974) przecież nie było na świecie, gdy Zaucha sukcesy pierwsze z Dżamblami i Anawą odnosił, a pacholęciem Jarek był, gdy jeszcze większa sława kariery solowej na Zauchę spłynęła. Czymże że więc dorosłego Szubrychta na tyle porwał i kulturowo zafascynował, że po trzech dekadach od śmierci Zauchy, zdecydował się mu książkę poświęcić? Wytłumaczył mi, że Ten głos usłyszał w telewizyjnej popołudniówce dla dzieci „Przybysze z Matplanety”, kojarzył go z „Gumisiami”. Doroślejąc, zaczął interesować się punkiem, i metalem, i innymi gatunkami muzyki. Gdzieś tam usłyszał jednak także Zauchę. I tak, przypomniał sobie, że szanowany w innych gatunkach artysta, to wokalny bohater jego dzieciństwa, czyli Pan, który śpiewał Gumisiów. Jak to wspominanie Szubrychtowi wyszło? Zaprawdę, piszę Wam – nadzwyczaj udanie. Powstała rzetelna biografia, ( objętościowo dwukrotnie większa od konkurencji) wsparta ponad 60 – ma rozmowami z bohaterami tamtych czasów w polskiej muzyce, którzy z Zauchą współpracowali, i go do dziś z uwielbieniem i szacunkiem pamiętają. Największą zaletą tej książki jest, że nie tylko portretuje i dokumentuje wielkiego artystę. To także świetna opowieść o niezwykłym okresie w polskiej muzyce. Młodzi mogą nie wiedzieć, ale siermiężny komunizm na przełomie lat 60. i 70 zaczął słabnąć, także dzięki buntowi ówczesnej młodzieży. A w muzyce doszło do prawdziwej rewolucji. Mieszały się gatunki – z bigbitu rodził się rock, ewoluował blues, powstawało jazz – rockowe muzyczne fusion, przebijały się R’n’b czy soul. Mekką tych zjawisk był ówczesny Kraków, w którym jak grzyby po deszczu wyrastały takie grupy, jak Dżamble. Maanam, Anawa, Old Metropolitan Band, Laboratorium. W wielu z tych legendarnych projektów uczestniczył Andrzej Zaucha. Mimo niskiego wzrostu, człowiek wielkiego głosu, muzycznie wszechstronnie uzdolniony, o współpracę z którym zabiegały największe gwiazdy. Książkę Jarka Szubrychta połknąłem w jeden weekend, tak interesującą opowieścią o tamtych czasach się okazała, wspartą wieloma anegdotami. Zaucha najbliżej związał się z legendarnym krakowskim Klubem Studenckim „Pod Jaszczurami”, który tętnił w opisywanych latach muzyczną rewolucją, jazzowymi i rockowymi koncertami. Zaucha brylował w tym towarzystwie, stając się kultową postacią klubu. Takim wspominaliśmy go podczas promocji książki Szubrychta, a także okolicznościowego spotkania. Towarzyszył spotkaniu koncert krakowskich artystów, nie zabrakło występu przyjaciela, Andrzeja Sikorowskiego. W podziemiach „Jaszczurów”, zwanych „Żyrafami” otwarto także na stałe „Zaułek Zauchy”, z galerią fotografii i rysunków. Dni zaledwie kilka minęło od jaszczurowego wspominania Zauchy, a już popedałowałem do Nowohuckiego Centrum Kultury na koncert – „A Tribute to Andrzej Zaucha”, zorganizowany w ramach 56 Studenckiego Festiwalu Piosenki. Gnała mnie nań dopiero co przesłuchana Kuby Badacha, pod takim właśnie tytułem, a to Badach właśnie był głównym wykonawcą tego wydarzenia. Wspomagany przez znakomitych muzyków oraz wokalne gwiazdy sceny ( Beata Rybotycka, Grażyna Łobaszewska) zaprezentował repertuar tego albumu, który już otrzymał status Złotej Płyty. Niezapomniane przeboje Zauchy, takie jak „Czarny Alibaba” czy „Byłaś serca biciem” w nowych aranżacjach Jacka Piskorza i samego Kuby Badacha ujawniły nam ponadczasowość i muzyczną wielowymiarorość tych utworów, potwierdzających muzyczny geniusz Zauchy. Wspominających Andrzeja Zauchę w tych dniach w Krakowie dopadała jedna smutna konstatacja. Czy naprawdę musiało dojść do tego, że zaledwie 42 letni Andrzej Zaucha musiał tragicznie odejść, zastrzelony w afekcie przez zazdrosnego, francuskiego małżonka swej nieformalnej partnerki? To pytanie bez odpowiedzi. I nie warto jej szukać. Dlatego, lepszą propozycję dla Was mam. Słuchajcie Zauchy, czytajcie o nim, polecajcie go nowym pokoleniom. Niech czar Czarnego Alibaby polskiej sceny trwa. Hasło do krzyżówki „grupa jazz rockowa” w słowniku krzyżówkowym. W niniejszym leksykonie definicji krzyżówkowych dla wyrażenia grupa jazz rockowa znajduje się tylko 1 definicja do krzyżówek. Definicje te zostały podzielone na 1 grupę znaczeniową. Andrzej Zaucha. 6,3. 134 oceny gry aktorskiej. Urodził się 12 stycznia 1949 w Krakowie, był wokalistą jazzowym i piosenkarzem, a także saksofonistą altowym i perkusistą. Był muzycznym samoukiem. Debiutował jako perkusista w amatorskim zespole Czarty. Później został solistą grupy Telstar. .